Strona Główna Co to jest RSM? Zasady RSM Akt ofiarowania Moderator RSM Członkowie RSM Msze Święte on-line Nasza parafia DODATKI Galeria Forum Cz@t Linki Sierpień 19 2018 15:38:51
Nawigacja
Strona Główna
Co to jest RSM?
Zasady RSM
Akt ofiarowania
O. Jan Leon Dehon
Moderator RSM
Członkowie RSM
Msze Święte on-line
Nasza parafia
Msze młodzieżowe
Herbaciarnia
DODATKI
Galeria
Forum
Cz@t
Linki
Kontakt
Szukaj
Ostatnie Artykuły
55) Sercańska pielgr...
2] Zjazd...
1] Kilka słów na poc...
54) Czy warto być sobą?
53) XV Spotkanie Mło...
Na Forum
Najnowsze Tematy
Brak zawartości dla tego panelu
Najciekawsze Tematy
Brak zawartości dla tego panelu
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 69
Najnowszy Użytkownik: DougAnire
Kontakty
RSM-OWE GADU-GADU:
31182326

---------------------------------
Opiekun duchowy RSM:
KS. ADAM GUCWA SCJ
Adres e-mail: agucwa@poczta.onet.pl
Numer Gadu-Gadu:
8184357

---------------------------------
Administrator strony:
TOMEK SIEDLECKI
Adres e-mail: tymyk@poczta.onet.pl
Numer Gadu-Gadu:
8735879

---------------------------------
Zastępca administratora:
MATEUSZ KURPET
Adres e-mail: kurpet777@gmail.com
Numer Gadu-Gadu: 16109678

---------------------------------
Redaktor strony:
MARTA KOSZEK
Adres e-mail: marko933@wp.pl
Numer Gadu-Gadu:
5711616

---------------------------------
Redaktor strony:
KINGA KĘPA
Adres e-mail:
kinia93@buziaczek.pl
Numer Gadu-Gadu:
2628133

ZROZUMIEĆ MIŁOŚĆ - 2) Miłość łaskawa jest
Malwina Makara

Autorka tekstu: MALWINA MAKARA

HYMN O MIŁOŚCI - PRZYMIOT NR 2
Miłość łaskawa jest

Pragnę Wam przedstawić pewne opowiadanie…

„Byłam najszczęśliwszą kobietą, jaką można sobie tylko wyobrazić. Zawsze wiedziałam, czego chcę i do tego dążyłam. Miałam ogromne wsparcie u rodziców, rodzeństwa, w czasach licealnych także u swojego chłopaka – Szymona. Będąc w liceum, miałam plany na całe życie. Chciałam iść na medycynę, wyjść za mąż, urodzić dzieci, być wspaniałą matką i żoną, a także dobrym specjalistą. Szymona poznałam w dziwny sposób, w sumie to nie wiem, jak to nazwać. Teraz myślę, że tak musiało być, bo z nikim innym nie udałoby się mi stworzyć takiego arcydzieła, jakim jest nasza miłość. Urzekł mnie swoją spontanicznością, tym, że przyjmował każdy dzień takim, jakim był, powodował, że zawsze przy nim byłam radosna. Był moim przeciwieństwem, co pozwalało się nam nawzajem uzupełniać.
Skończyłam liceum. Moje wyniki maturalne pozwoliły mi być studentką medycyn. Byłam już zaręczona, a do bycia żoną Szymona dzielił mnie tylko miesiąc. Odliczałam każdy dzień. Studia i przygotowania pochłonęły mnie całkowicie. W końcu nadszedł ten długo oczekiwany dzień – 20 października. Wszystko było jak w bajce - moja suknia lśniła, kościół był pełen ludzi, Szymon wypatrujący mnie wejściu. Tata prowadził mnie do ołtarza. Czym byłam bliżej, moje serce coraz bardziej biło i było pełne radości. Wychodziłam za człowieka, którego kochałam. Wiedziałam, że będzie zawsze przy mnie mimo wszystko - w zdrowiu czy chorobie.
W pełnym szczęściu i miłości minęły nam dwa lata. Życie było cudowne. Spodziewaliśmy się dziecka. Byłam w 3 miesiącu ciąży, kiedy lekarz kazał mi zrobić dokładne badania. Na początku myślałam, że to nic poważnego. Nie martwiłam się zbytnio do momentu, kiedy dostałam telefon z kliniki:
- Dzień dobry! Dzwonię z kliniki „Twoje zdrowie”. Moje nazwisko Małecka. Czy mam przyjemność rozmawiać z panią Agnieszką Firecką? – usłyszałam miły głos w telefonie.
- Tak – odpowiedziałam.
- Dzwonię w sprawie pani badań. Dr Janczak prosi o konsultację, najlepiej jakby pani przyszła z mężem – powiedziała.
- Dobrze. Kiedy mogę się umówić na wizytę? – odpowiedziałam z drżącym sercem.
- Najlepiej jeszcze dziś. Czy mogą państwo być na godzinę 17:00? – zapytała.
- Tak, oczywiście – odpowiedziałam bez zastanowienia.
- Dobrze, takim razie do zobaczenia.
- Do widzenia – odpowiedziałam nerwowo.
Od czasu, kiedy miałam ten telefon, nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Czekałam na Szymona, kiedy wróci z pracy. Chciałam już tam być. Kiedy wrócił, nie pozwoliłam mu nawet zjeść obiadu, tylko wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy. Byliśmy pół godziny przed czasem. Lekarz przyjął nas wcześniej. Szymon chwycił mnie za rękę i mocno trzymał. Uspokoiłam się troszkę. Doktor zaczął zadawać pytania:
- Czy to jest państwa pierwsze dziecko?
- Tak – odpowiedzieliśmy jednogłośnie.
- Mam dla was przykrą wiadomość. Nie wiem, jak to mam powiedzieć. Nie będę już dłużej trzymał was w niecierpliwości. Kiedy była pani u mnie na kontroli, zaniepokoiły mnie pewne objawy. Potrzebowałem wyniki badań i niestety moje obawy potwierdziły się. Urodzenie dziecka wiąże się dla pani z śmiercią. – powiedział ze smutkiem w oczach.
- To nie możliwe. Przecież wszystko było w porządku – powiedziałam całkiem bezinteresownie.
- Co mamy robić? – zapytał zszokowany Szymon.
- Mają państwo dwa wyjścia. Usunąć ciążę lub dziecko przyjdzie na świat. Ciężko mi o tym mówić, ale ono nie będzie mieć matki. Jedynym rozsądnym wyjściem jest usunięcie ciąży, ale decyzja należy do państwa.
- Czy istnieje możliwość, że moja żona przeżyje i dziecko też? – spytał Szymon.
- Nigdy nie można niczego wykluczyć, ale to byłby cud. Proszę państwa o przemyślenie tego i podjęcie, jak najszybszej decyzji. Będziemy w kontakcie. Trzymajcie się dzielnie – powiedział rozczulony lekarz.
- Dziękujemy, panie doktorze. Do widzenia.
Wsiedliśmy do samochodu. Całą drogę milczeliśmy. Bałam się, jak nigdy w życiu, ale wiedziałam, że nie mogę zabić swojego dziecka. Choć go jeszcze nie znam i nie widziałam na oczy, to mimo wszystko jest to przecież moje dziecko, które noszę pod sercem. Weszliśmy do domu. Szymon mocno mnie przytulił i powiedział:
- Kocham Cię i nie chcę życia beż Ciebie. Agnieszka, powiedz coś.
- Nie możemy zabić naszego dziecka – powiedziałam.
- Boję się, pierwszy raz się boje. Czuję się taki bezradny. Miało być tak pięknie. Boję się, że jeśli ty umrzesz, znienawidzę nasze dziecko, a tego nie chcę. Nie dam rady sam je wychować. Proszę, nie rób mi tego - powiedział łamiącym się głosem.
- Szymon, to jest nasze dziecko. Urodzę je. Nie zabiję naszego dziecka. Widocznie tak musi być. Nie zabiorę mu prawa do życia. Nie mogę tego zrobić. Przecież już jestem matką!
- Dobrze. Zrobię, co tylko zechcesz, ale obiecaj, że nie zostawisz mnie, proszę.
- Nie mogę Ci tego obiecać. Przecież wiesz, jak jest. Zaufajmy Bogu. On wie, co robi.
Nigdy więcej nie wracaliśmy do tego tematu. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Nie zrezygnowałam ze studiów. Nikomu też o tym nie mówiłam. Chciałam się cieszyć życiem, jak każda kobieta w ciąży, jak każda przyszła matka. Byłam jednak pod stałą opieką lekarzy. Zbliżał się 9 miesiąc. Szymon był coraz bardziej zdenerwowany. Ja jednak zachowałam spokój. I nadszedł w końcu ten dzień. Szymon zawiózł mnie do szpitala, jak najszybciej. Od razu wzięli mnie na salę porodową. Nie pożegnałam się z Szymonem. Wszystko wyglądało tak, jakbyśmy zapomnieli o całym świecie. Urodziłam zdrową, piękną córeczkę. Lekarz dał mi ją na ręce i powiedział:
- Pani Agnieszko, nie wiem, jak to jest możliwe. Stał się cud. Nie było żadnych komplikacji. Jest pani zdrowa i córeczka też.
Nie mogłam w to uwierzyć. Dziękowałam Bogu, że nie usunęłam wtedy mojego dziecka, mojej pięknej córeczki. Obecnie mam swoją rodzinę - wspaniałego męża i córkę. Wiem już teraz, że nasza miłość przetrwa wszystko. Wygrała przecież ze śmiercią.”


Ta kobieta, która przeżyła to wszystko, pokazuje nam swoją łaskawą miłość. Postanowiła wraz ze swoim mężem, że da życie swojemu dziecku, mimo ryzyka jej śmierci. Była hojna i nie pragnęła nic w zamian, bo wiedziała doskonale, czym jest miłość. Zrozumiała jej znaczenie. Jej mąż, choć bał się, nie zostawił jej. Szli obydwoje przez tę trudną drogę życia. A co robi Bóg? Bóg jest największą i najbardziej łaskawą Miłością. Daje On nowe życie, które będzie miało obojga rodziców.

Miłość to coś, czego nie da się zdefiniować słowami. Wiem, że jeżeli człowiek kocha prawdziwie, jest w stanie zrobić wszystko dla tej miłości, nie licząc nawet na słowo „dziękuję”, bo jej źródło wciąż bije pełnią życia i jest niewyczerpalne. Ludzie, którzy czerpią z prawdziwej miłości, karmią swoje serca Bogiem, u którego wszystko jest zupełnie możliwe i nieskończone tak, jak Jego Miłość. - Malwina Makara

KOLEJNE ROZWAŻANIE WIELKOPOSTNE NA TEMAT TRZECIEGO PRZYMIOTU MIŁOŚCI UKAŻE SIĘ W PIĄTEK 18 MARCA 2011.

Miłość łaskawa jest
ZROZUMIEĆ MIŁOŚĆ - 1) Miłość cierpliwa jest
Iwona Grotek i Damian Frączkowski

Autorzy tekstu: IWONA GROTEK I DAMIAN FRĄCZKOWSKI
(Tym razem pod przewodnictwem Iwonki ;))

HYMN O MIŁOŚCI - PRZYMIOT NR 1
Miłość cierpliwa jest

Drogi Przyjacielu!

Św. Paweł w liście do Koryntian przytacza cierpliwość jako pierwszy przymiot Miłości: "Miłość cierpliwa jest". Czym jest cierpliwość? To z pewnością cnota, łaska, owoc darów Ducha Świętego, ale także akceptacja drugiego człowieka ze wszystkimi jego niedomaganiami.

Choć rozpoczęliśmy okres Wielkiego Postu, pozwól Przyjacielu, że na chwilę zabiorę Cię do Kany, w której odbywa się uczta weselna. Spójrz na zamieszanie i niepokój weselników. Zabrakło wina. Czy dostrzegasz w tym tłumie Maryję? Jest zatroskana zaistniałą sytuacją, ale nie zniecierpliwiona. Pełna ufności zwraca się do Syna, który nie pozostaje obojętny na słowa Matki: "Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie". W tych słowach Maryja składa Swą troskę w ręce Syna. I mimo, że z początku wydawać by się mogło, że Jezus nie dostrzega konieczności działania, to w obliczu tych słów dokonuje cudu przemiany wody w wino.

Dla mnie i dla Ciebie, drogi Przyjacielu, jest to znak, aby wszystkie sprawy oddawać Chrystusowi przez ręce Maryi, wobec której Jezus jest „bezbronny”, gdyż miłuje Ją całym Swym kochającym Sercem.

A gdzie w tym cierpliwość? Spójrz, Jezus chyba nie planował zaczynać Swej działalności od cudu w Kanie. Gdyby nie pokora i cierpliwa Miłość, która nie znosi sprzeciwu, mógłby pozostać obojętny na wezwanie Niepokalanej. Ten cudowny znak rozpoczyna trud trzyletniej działalności Chrystusa, w czasie której naucza tłumy, uzdrawia chore dusze i ciała, wskrzesza zmarłych, ale również zostaje wystawiany na próby przez faryzeuszów. Jak wiele trudu musi Sobie zadać, aby znieść wszystkie niedogodności, powątpiewania i szyderstwa tych, których przecież tak umiłował. Jak wiele cierpliwości potrzeba, aby tych Dwunastu, których powołał, mogło zrozumieć i przygotować się na Jego Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie.

"Miłość nie ma polegać na uczuciach, ale na uczynkach" - mawiała Św. Tereska od Dzieciątka Jezus. Czy moja Miłość jest cierpliwa? Nie zawsze. Drażni mnie, gdy coś idzie nie po mojej myśli, kiedy wydaje mi się, że wiem lepiej, a drugi człowiek nie słucha, kiedy spiesząc się, ktoś bliski prosi jeszcze o pomoc. Niecierpliwię się, czekając: na ważne wydarzenia, na drugiego człowieka, czy po prostu w zwykłej kolejce do kasy. Świat pędzi coraz szybciej, a ja wraz z nim, bo kiedy się zatrzymam, będę w tyle, będę odstawać od reszty. Szkoła, praca, dom, znajomi i tylko 24 godziny w ciągu doby, więc dla Ciebie Panie Jezu już nie starcza sił i czasu. Ale czy oby na pewno chcę biec wraz z tłumem, który nie zważa na drugiego, często potrzebującego człowieka, na rodzinę, przyjaciół, zasady moralne? Ty Panie pochylasz się nad Bartymeuszami wołającymi: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną" mimo napierającego na nich tłumu. Cierpliwie czekasz na moje powstanie z grzechu, przebaczenie sobie i drugiemu człowiekowi, na moje wołanie: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do Swego królestwa”, które było również wołaniem złoczyńcy ukrzyżowanego wraz z Tobą, bo kochasz mnie Miłością bezgraniczną, która zaprowadziła Cię na Krzyż. Powołałeś mnie do istnienia i w Twoim Sercu jest zapisane moje imię. I ja tak chcę kochać Ciebie w moim bliźnim Jezu. Chcę w drugim człowieku, dostrzegać dobro, które Ty sam w nim dostrzegasz oraz z pokorą i cierpliwością przyjmować go całego takim, jakim jest. - Iwona Grotek i Damian Frączkowski

KOLEJNE ROZWAŻANIE WIELKOPOSTNE NA TEMAT DRUGIEGO PRZYMIOTU MIŁOŚCI UKAŻE SIĘ WE WTOREK 15 MARCA 2011.

Miłość cierpliwa jest
ZROZUMIEĆ MIŁOŚĆ – Wstęp do rozważań wielkopostnych 2011
Tomek Siedlecki

Autor tekstu: TOMEK SIEDLECKI

WSTĘP DO ROZWAŻAŃ WIELKOPOSTNYCH 2011

Pewien człowiek tuż przed śmiercią zobaczył całe swoje życie. Pojawiło się ono w postaci śladów na piasku. Człowiek zauważył, że ślady te raz są podwójne, jakby ktoś szedł obok niego, a raz pojedyncze. Zastanowiło go to. Wspomniał różne wydarzenia ze swego życia i zwrócił się z pytaniem do Jezusa:
- Panie, już wiem skąd się wzięły te ślady i co one oznaczają, ale nie rozumiem dlaczego są właśnie takie?
- A czego nie rozumiesz?
- Bo jak to jest, Panie? Kiedy byłem szczęśliwy i radosny, kiedy wszystko mi się układało – szedłeś obok mnie, ale kiedy było mi źle, kiedy życie waliło mi się na głowę – szedłem już sam. Gdzie wtedy byłeś, Panie?
Jezus uśmiechnął się i powiedział cicho:
- Mój synu. Moje drogie dziecko. Kocham cię i nigdy bym cię nie opuścił. W czasie twoich prób i cierpień, kiedy widziałeś tylko jeden ślad stóp, to było wtedy, kiedy niosłem cię na rękach.

Powyższa bajka jest z pewnością znana wielu osobom. Mimo swojej popularności jej morał pozostał w dalszym ciągu tak zwykły i prosty. Gdy tylko upadamy, Jezus bierze nas na swoje ramiona i niesie przez życie, aż do czasu, kiedy na nowo poczujemy się silni i gotowi do dalszej wędrówki o własnych siłach. Człowiek, jak to człowiek najczęściej potrafi tylko narzekać, obwiniać i zarzucać innym, że mu nie pomogli, gdy było mu ciężko. On nawet nie boi się Boga upominać. Co dopiero tutaj mówić o jakiejkolwiek wdzięczności z jego strony, gdy taka pomoc jednak go spotka. „Mówisz i masz” – to chyba najlepsze słowa do opisania niestety większości ludzkich zachowań. To człowiekowi jako jednostce ma być zawsze dobrze. Inni nie mają tutaj większego znaczenia dla niego... Dzisiaj przeżywamy Środę Popielcową – pierwszy dzień nowego Wielkiego Postu – 40-dniowego okresu w Kościele, w którym, jak w żadnym innym okresie w ciągu roku, to Jezus będzie potrzebował naszego pocieszenia, wsparcia, dobrego słowa. Niejednokrotnie to my będziemy musieli Go nieść na swych ramionach. Nie da się ukryć, że będzie oczekiwał naszej pomocy podczas drogi na Kalwarię, gdzie odda swojego ducha Ojcu. Po tych słowach można by dojść do wniosku: czy Jezus zatem był słabym człowiekiem? Z pewnością jak każdy inny człowiek posiadał swoje słabości, bał się swojej śmierci, jednak jako Bóg był zupełnie inny – silny, potężny, mocny. Można po raz kolejny zapytać: skąd czerpał tyle mocy i siły? Odpowiedź wydaje się być prosta – z miłości, bo przecież Bóg jest miłością! To miłość, jaką darzył z osobna każdego grzesznika, zaniosła Go na krzyż, na którym poniósł haniebną, niesprawiedliwą śmierć. To miłość pozwoliła Mu przezwyciężyć swoje ludzkie słabości, obawy i lęki przed śmiercią. Bóg jest miłością! I kilka ostatnich w tym akapicie pytań: A czy ja kocham prawdziwie Chrystusa? Czy jestem w stanie podjąć się pewnych wyrzeczeń po to, aby jeszcze lepiej odkryć Bożą miłość? Czy jestem gotowy ulżyć cierpieniu Jezusa?

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość. (1 Kor 13, 13)

Moi drodzy! Tak, jak w zeszłym roku, tak i tym bełchatowska młodzież sercańska przygotuje dla Was cały zestaw rozważań wielkopostnych. Długo zastanawialiśmy się, na czym moglibyśmy je oprzeć. Odpowiedź przyszła sama w ostatnim czasie. Kilka tygodni temu uczestniczyłem jako animator w zimowych rekolekcjach dla szkół podstawowych i gimnazjów w Niepokalanowie – Lasku. Po raz kolejny tematem przewodnim moich rozmów z uczestnikami okazała się być miłość. Animatorem Rycerstwa Niepokalanej jestem od września 2003 roku. Od tego czasu przez te wszystkie lata miłość jest nieustającym tematem nr 1 bardzo wielu rozmów, jakie przeprowadziłem z uczestnikami. Inne ważne uczucia, np. przyjaźń, zostają daleko w tyle. Standardowo na jednym turnusie w Niepokalanowie spotykam się z minimum jednym wątkiem miłosnym w mojej męskiej grupie. Specjalnie używam przymiotnika „męski”, ponieważ na ogół współpracuję z chłopakami, którzy uczą się w gimnazjum i wiem, jak ambitnie dążą do tego, aby nazywać ich już mężczyznami :) I teraz, żeby zbyt za bardzo nie odbiec od tematu - wniosek ogólny: z niepokojem stwierdzam, że wiele młodych ludzi ma w swojej świadomości pomylone pojęcie miłości. Oni często chcą być na siłę w „związkach”, choć totalnie nie wiedzą, co to słowo oznacza i z czym ono tak naprawdę się wiąże... Stąd drugi wniosek, wynikający z pierwszego – trzeba wiele mówić młodym ludziom o miłości, ale o tym właściwym jej znaczeniu. Nie ukrywam, że bardzo zależało mi dobrze przygotować się do tych zimowych rekolekcji w Lasku, stąd ułożyłem sobie kilka pogadanek, m.in. o miłości. Dołączyłem do nich odpowiednie filmiki z „youtube” i gotowe. Powiem, że nie spodziewałem się aż takiego zainteresowania moich uczestników, tym co wykonałem wcześniej przed turnusem. Takimi pozytywnymi faktami utwierdzam się tylko, w tym że warto rozmawiać z ludźmi młodymi o prawdziwej miłości, bo oni bardzo często chcą o niej mówić, ale problem polega na tym, że nie mają z kim... Druga sprawa, która posunęła mnie do ustalenia takiego, a nie innego tematu tegorocznych rozważań (a ten temat już za chwilę ujawnię :)) wydarzyła się przed paroma dniami. Otóż, tak jak można to przeczytać w notatkach poniżej, kilka dni temu zmarł mój tata... Uwierzcie mi, że dopiero teraz po jego śmierci, zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, jakim był on dla mnie wzorem i ta jego pracowitość, jego sprawiedliwość, jego troska o innych... Teraz już wiem, że nie kochałem idealnie, bo uczymy się kochać przez całe życie... W związku z powyższymi wywodami stwierdziliśmy, że temat rozważań wielkopostnych 2011 będzie brzmiał: ZROZUMIEĆ MIŁOŚĆ i będzie się on opierać na hymnie o miłości, w którym mamy podane doskonałe cechy miłości :)

Miłość, o której pisze już od samego początku tej notatki, jest chyba najbardziej podstawowym ze wszystkich uczuć, bez którego ludzie nie potrafiliby normalnie żyć i funkcjonować. Jest ona tak oczywista i spotykamy się z nią niejednokrotnie każdego dnia, jednak tak samo, jak słowo „zamek” czy „kurka” posiada ona wiele znaczeń, które ludzie lubią przeinaczać i nadawać im zupełnie nowe wyjaśnienia. Tutaj trzeba koniecznie dodać, że nie ma chyba bardziej skomplikowanego uczucia, jak właśnie miłość. Jako jedno z niewielu uczuć, jej utrata lub po prostu brak potrafi pozostawić w psychice człowieku niebywałe, ciężko gojące się rany. Miłość najczęściej kojarzy się nam z zakochaniem, małżeństwem, rodziną, ale kochać można też zupełnie kogoś lub coś innego, niż tylko jedną życiową partnerkę, bądź partnera. A Ty jak właściwie rozumiesz słowo „miłość”? Wyróżniamy, m.in. 3 rodzaje miłości:
1) Miłość do Boga – to miłość, którą czasami jest nam bardzo ciężko okazywać i pomimo, że nie ma nic bardziej pewniejszego, jak miłość Boga względem nas, to my nie potrafimy przyswajać tej miłości, rezygnujemy z niej, a wybieramy często w zamian grzech, który albo rodzi się z naszej pychy, albo z naszego zaniedbania. Każdy grzech jest znakiem odrzucenia miłości Boga, co oznacza automatycznie, że nie rozumiemy sensu tej miłości... Wielki Post ma przede wszystkim na celu przygotować nas właściwie do odpowiedzi na Bożą miłość, której krew została przelana na krzyżu. Chyba najlepszym sposobem okazania Bogu tego, jak bardzo Go kochamy, są nasze dobre uczynki.
2) Miłość do bliźnich – sam Bóg podkreśla, jak bardzo jest ona ważna, dając nam przykazanie miłości: „Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego”. Z tym rodzajem miłości chyba najczęściej kojarzy się nam ta najzwyklejsza miłość, jaką darzymy naszą dziewczynę lub chłopaka, żonę lub męża. Niestety w kwestii „od zakochania do założenia rodziny” nowoczesna moda XXI wieku wskazuje nam zupełnie odwrotny do prawidłowego pojęcia miłości trend, jakim jest cykl: tzw. „zrobienie dziecka” (pozostawiam bez komentarza) -> wymuszony ślub (w końcu wypadałoby, aby dziecko miało jakąś „rodzinę”) -> zakochanie (dopiero teraz ono ewentualnie się pojawia, bo wcześniej nie było na nie czasu). Niestety ludzie, którzy przestrzegają takiego schematu chyba minęli się z prawdziwą miłością, najzwyczajniej w świecie nie zrozumieli jej... Warto byłoby jeszcze wspomnieć, że innym ważnym uczuciem, które charakteryzuje się miłością względem bliźniego, jest przyjaźń. Tutaj objawia się kolejna klapa na całej linii, bo młodzi ludzie często traktują bezinteresowne czyny swoich przyjaciół, jak wymiany handlowe, czyli dosłownie towar za towar, „mogę dać Ci od siebie tylko tyle, ile Ty mi dałeś”. Niestety przyjaźń kojarzy im się najczęściej z obustronnymi korzyściami... A gdzie miejsce na heroiczność, bezinteresowność, poświęcenie? Kolejne niezrozumienie miłości...
3) Miłość do samego siebie – to trzeci i zarazem ostatni rodzaj miłości w naszym zestawieniu. Tylko nielicznym wybrankom udaje się właściwie pojąć taką miłość. Są osoby, którym takiej miłości nigdy, nawet ani na trochę, nie brakuje, wręcz popadają one w samouwielbienie, jak bardzo są doskonałe, idealne, a to prosta droga do egoizmu i pychy, także samotności, bo społeczeństwo chętnie izoluje się od takich typów. Są również tacy, którzy w ogóle nie dopuszczają takiej myśli do siebie, że jest coś w nich za co można ich polubić, pokochać... To ludzie o niskiej samoocenie, ludzie nie dostrzegający w sobie żadnej wartości, którzy po prostu nienawidzą siebie za to, że żyją. Tutaj z kolei prosta droga do depresji, niekiedy nawet do samobójstwa... Ani jedni, ani drudzy nie pojęli tego rodzaju miłości. Nic dziwnego. Trudno jest stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie: „OK, wiem, że ludzie bardzo mnie lubią, co mnie niezwykle cieszy, ale momentami potrafię być tak wkurzający, jak stąd do Krakowa”. Człowiek, właściwie siebie kochający, umie znaleźć w sobie zalety i wady, a co najważniejsze – potrafi z nimi normalnie żyć :)

Zrozumieć miłość – jak widać po powyższych argumentach, nie jest to łatwa czynność, ale na pewno możliwa. To bardzo trudna sztuka, ale jak piękne owoce ona przynosi. Gdzieś to już u góry napisałem, że uczymy się kochać właściwie i prawdziwie przez całe życie. Nigdy nie powinniśmy poprzestawać uczyć się miłości. Mam głęboką nadzieję, że tych 15 rozważań opartych na hymnie o miłości, które w ciągu całego Wielkiego Postu będą tworzyć moi przyjaciele z grona bełchatowskiej młodzieży sercańskiej, pomogą Wam choć trochę zaznajomić się z wartościowymi cechami miłości, których jest przecież tak wiele, ale to my mamy często zamknięte oczy i nie potrafimy ich dostrzec :) Życzę Wam tego, abyście po tych 40 szczególnych dniach mogli stwierdzić, że Wasza miłość względem Boga, bliźnich i Was samych, posunęła się chociaż o jeden krok do przodu :) Pamiętajcie, warto zrozumieć miłość ;) - Tomek Siedlecki

Terminy publikacji rozważań wielkopostnych na stronie RSM-u:
1) Miłość cierpliwa jest - 12 marca 2011 (sobota)
2) Miłość łaskawa jest - 15 marca 2011 (wtorek)
3) Miłość nie zazdrości - 18 marca 2011 (piątek)
4) Miłość nie szuka poklasku - 21 marca 2011 (poniedziałek)
5) Miłość nie unosi się pychą - 24 marca 2011 (czwartek)
6) Miłość nie dopuszcza się bezwstydu - 27 marca 2011 (niedziela)
7) Miłość nie szuka swego - 30 marca 2011 (środa)
8) Miłość nie unosi się gniewem - 2 kwietnia 2011 (sobota)
9) Miłość nie pamięta złego - 5 kwietnia 2011 (wtorek)
10) Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą - 8 kwietnia 2011 (piątek)
11) Miłość wszystko znosi - 11 kwietnia 2011 (poniedziałek)
12) Miłość wszystkiemu wierzy - 14 kwietnia 2011 (czwartek)
13) Miłość we wszystkim pokłada nadzieję - 17 kwietnia 2011 (niedziela)
14) Miłość wszystko przetrzyma - 20 kwietnia 2011 (środa)
15) Miłość nigdy nie ustaje - 23 kwietnia 2011 (Wielka Sobota)
Podsumowanie rozważań wielkopostnych - 24 kwietnia 2011 (Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego)

Zrozumieć miłość
Nasze propozycje na Wielki Post 2011 :)
Drogi Krzyżowe dla młodzieży


Rozważania wielkopostne dla młodzieży
Gdy odchodzi ktoś bardzo bliski...
Notatka prasowa

Powyższą notatkę można było przeczytać w wydaniu "Dziennika Łódzkiego" ze środy 2 marca 2011 roku. Jej treść wydaje się być normalna, ponieważ każdego dnia docierają do nas setki informacji, że ktoś zmarł czy zginął. Można by nawet rzec, że media głównie tymi negatywnymi wiadomościami na bieżąco się faszerują. I wszystko wygląda spokojnie, bez zmian, aż do czasu, gdy jakaś informacja poruszy nas bardziej, niż inne. Uwierzcie mi, że nigdy nie chcielibyście przeczytać w jakiejkolwiek gazecie notatki mówiącej o tym, że ktoś bardzo Wam bliski zmarł, albo zginął w ostatnim czasie, a zamieszczonej w tej gazecie bez Waszej wiedzy, bez Waszej zgody! Dlaczego? Oczywiście pomijam tutaj granice dobrego smaku oraz prawo etyki, które powinien zachowywać każdy dziennikarz, ale w tego rodzaju notatkach brakuje jakiegokolwiek tragizmu, jaki spotkał rodzinę zmarłego, nie ma w nich też jakiegokolwiek współczucia skierowanego w ich stronę... To jest strasznie przykre i zarazem dołujące... Nowych pogłosek o tym, że znowu ktoś nie żyje jest, np. w prasie tak wiele, że mało kogo one już ruszają... Ludzie wbrew pozorom nie lubią czytać takich rzeczy, bo nie chcą brać na swoje ramiona smutków, bólu i nieszczęścia innych ludzi. Ludzie szukają i czytają tylko to, co niesie radość, co jest pozytywne. Co najwyżej wszelkie notki o wypadkach i zmarłych czytają tylko Ci, którzy chcą się dowartościować tym faktem, że innym dzieje się gorzej w porównaniu do nich samych... Pozwolę sobie w takim razie zadać pytanie bez odpowiedzi: po co w mediach podawane są tak puste i bezuczuciowe informacje? Ktoś mógłby się zastanowić teraz nad tym, po co ja w ogóle zamieściłem tę krótką notkę na samej górze. Z pewnością większość osób już wie, że dotyczy ona właśnie mojego taty - śp. Mieczysława Siedleckiego. Dobrze szukając, w internecie lub w innych gazetach można znaleźć jeszcze kilka miejsc, gdzie podobnie opisane jest to zdarzenie...

Czytając powyższą notkę prasową mogę doczepić się do kilku ogólnych kwestii, których autor tekstu najwidoczniej postanowił już nie zamieszczać. Po pierwsze zanim w poniedziałek 28 lutego br. mój 55-letni tata trafił do szpitala wojewódzkiego w Piotrkowie Trybunalskim wiele czasu musiał spędzić na placu manewrowym Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, gdzie cały czas był reanimowany. Powodem tego był najpierw przyjazd karetki... bez lekarza i odpowiedniego sprzętu używanego w przypadku osób po zawale... W związku z tym trzeba było oczekiwać na drugą karetkę, w której już na pewno nie braknie ani lekarza, ani właściwego sprzętu... Dobrze wiemy, że gdy ktoś miał zawał, liczy się każda minuta... Po drugie niestety w piotrkowskim ośrodku WORD pracuje wielu egzaminatorów (pominę ich nazwiska), którzy swoim skandalicznie niskim poziomem kultury osobistej i brakiem szacunku dla zdających tylko potęgują stres, który i tak jest zawsze obecny przy egzaminach na prawo jazdy. Racja, trzeba mieć silne i zdrowe serce, aby wytrzymało ten stres i aby zarazem przeboleć te często niezrozrozumiałe, po prostu chamskie zachowania, bądź wypowiedzi egzaminatorów względem zdających... Pozwolę sobie pominąć resztę drażniących mnie kwestii w tej i tak przecież krótkiej notatce pochodzącej z "Dziennika Łódzkiego"...

śp. Mieczysław Siedlecki

ŚP. MIECZYSŁAW SIEDLECKI

Drodzy członkowie bełchatowskiego RSM-u i wszystkie osoby związane z naszą wspólnotą! Nie piszę tej notatki w celu robienia sensacji. Nie piszę jej również dlatego, aby Wam powiedzieć, kim to mój tata nie był... Nie piszę jej też z tego względu, aby wzbudzać ludzką litość... Nie mam także do nikogo żalu. Najzwyczajniej w świecie chciałbym Wam za wszystko podziękować, co dla mnie i mojej rodziny w ostatnich dniach zrobiliście, choć czyniłem to już niejeden raz, ale wiem, że jeszcze nie do wszystkich dotarły moje podziękowania :) Niech ludzie wiedzą, że bełchatowska młodzież sercańska jest naprawdę OK, że potrafi stanąć na wysokości zadania :) Wspominałem o tym już wczoraj, że na moje dobre samopoczucie zdrowotne i wewnętrzny spokój działają obecnie "Tabletki uspokajające" (tak się nazywają), natomiast na przywrócenie radości, uśmiechu na twarzy i sensu życia najlepszym lekarstwem jesteście Wy sami :) Mam nadzieję, że nikogo, kogo za chwilę pominę, moimi szczególnymi podziękowaniami nie urażę, ale rzeczywiście są takie osoby, którym chciałbym teraz powiedzieć nie słowo "dziękuję", lecz słowa "bardzo dziękuję" :) Należą do nich:
- ks. Stanisław Cichosz - za przewodniczenie Mszy pogrzebowej mojego taty i częste telefony o każdej porze dnia i nocy :)
- ks. Adam Gucwa SCJ - za wygłoszone Słowo Boże na Mszy pogrzebowej i ciągłą troskę o samopoczucie moje i mojej rodziny :)
- ks. Zdzisław Płuska SCJ - za przyjazd na pogrzeb mojego taty, mimo prowadzonych daleko rekolekcji :)
- ks. Artur Wójcikowski SCJ - za koncelebrę Mszy pogrzebowej oraz za Mszę w intencji mojego taty od Rycerstwa Niepokalanej :)
- wszyscy znajomi księża i ojcowie zakonni - za wszystkie Eucharystie, podczas których modliliście za duszę mojego taty :)
- Bartek Pieles - za cały trud włożony w piękną oprawę Mszy pogrzebowej, za śpiew (wiem, jak trudno było Wam to wszystko zorganizować), za wyjazd razem ze mną do Łodzi i za wszystko, co nie sposób jest wymienić, bo było tego tak wiele :)
- Marzenka Jakubowska - po raz kolejny za trud włożony w oprawę ostatniego pożegnania taty, za piękny śpiew, zwłaszcza za "Nic nie odłączy mnie", za wiele, wiele SMS-ów, telefonów, e-maili, za... przytulenie we wtorek :)
- Mariolka Jakubowska - za to wszystko, co napisałem przy Marzence, a podczas pogrzebu za przeczytanie czytania i za coś, co muszę napisać jeszcze raz, aby to podkreślić- za ciągłe wsparcie :)
- Agnieszka Osiak - za przeczytanie wraz z Kamilem doskonale przygotowanej modlitwy wiernych, za to, że w ostatnich dniach cały czas widziałem Cię Aga na Mszach wieczornych w kościele na znak łączności w bólu i wspólnej modlitwy oraz za wiele ciepłych słów :)
- Iwonka Grotek i Damian Frączkowski - ojej, nawet nie wiecie, jak oni potrafią przytulić, poklepać po przyjacielsku! Kochani! Dzięki za Waszą dyspozycyjność, o której na okrągło mi przypominaliście, no i oczywiście Damian za zdjęcia :)
- Kamil Tusiński - szukałem Cię, a Ty przyjechałeś do mnie :) dzięki Ci, że tych kilkaset kilometrów nie przeszkodziło Ci, aby być na pogrzebie mojego taty, dzięki za długą rozmowę do bardzo późna w nocy, której bardzo potrzebowałem i za ten przyjacielski uścisk na parkingu pod kościołem :)
- Malwinka Makara - za chyba najpiękniejszego SMS-a wśród bardzo wielu cennych otrzymanych w ostatnich dniach, którym złamałaś i tak zachwianą moją twardość, po przeczytaniu którego w moich oczach pojawiły się łzy radości, a na twarzy zagościł mały uśmiech :)
Dziękuję Wam wszystkim, których i tak nie dałbym rady wymienić, za to, że jesteście moimi przyjaciółmi :)) Ks. Adam miał rację - zdaliście ważny egzamin z życia, bo potraficie trwać przy innych nie tylko wtedy, gdy jest dobrze, ale również wtedy, gdy jest źle, czasem nawet bardzo źle... Dlatego nie zawaham się użyć tego stwierdzenia, że RSM w Bełchatowie to najlepsza młodzież pod słońcem, którą cały czas łączy i jednoczy sam Bóg :))

Moi drodzy! Na koniec chciałbym, abyście zobaczyli, że za kilka dni rozpoczyna się kolejny Wielki Post w moim i Waszym życiu. Z pewnością podejmiecie się wielu fizycznych wyrzeczeń, np. nie będzie jeść słodyczy, bądź ograniczycie oglądanie telewizji, ale w tym wyjątkowym czasie nie zapomnijcie też o duchowych postanowieniach. Ogarnijcie swoich bliskich - rodziców, rodzeństwo czy przyjaciół ciepłymi myślami i serdecznymi gestami, które będą świadczyły o tym, że bardzo ich kochacie lub lubicie. Dziś wiem, że za mało mówiłem mojemu tacie, jak wiele dla mnie znaczy i jak ważnym jest dla mnie życiowym wzorem. Nie popełnijcie tego błędu. Mam nadzieję, że pomogą Wam w podjęciu tych postanowień nasze internetowe rozważania wielkopostne, pt. "Zrozumieć miłość", z którymi startujemy już od najbliższej środy oraz młodzieżowe Drogi Krzyżowe odprawiane w naszym kościele w każdy piątek (oczywiście aż do Świąt Wielkanocnych) o godz. 19:30. Ktoś kiedyś powiedział, że "nie ma nic pewniejszego od śmierci i tak bardzo niepewnego, jak jej godzina". Śmierć bliskich nam osób najczęściej nas zaskakuje, w większości przypadków nie udaje się do niej ludziom przygotować, a w dalszym ciągu pozostawia rodzinie i przyjaciołom zmarłego tak wiele bólu, smutku i niepewnych myśli o przyszłości. Nie dopuśćcie do tej sytuacji, abym potem coś żałować, że czegoś nie zrobiliście, że na coś zabrakło Wam czasu... To sprawia, że cierpienie bliskich jest jeszcze większe... Życzę Wam wszystkim, aby ta pewna, jak nic innego na tym świecie, śmierć zastała Waszych bliskich jak najpóźniej, abyście mogli jak najdłużej i jak najbardziej szczęśliwie żyć z tymi, których tak bardzo kochacie i którzy z pewnością darzą Was niemniejszą miłością :)) - po dłuższej bezczynności na stronie RSM-u - Tomek Siedlecki :)

PS. nr 1 - Z racji tego, że od dłuższego czasu miałem sesję, następnie 2-tygodniowe rekolekcje, a teraz spotkała mnie śmierć taty, na naszej stronie RSM-u narobiliśmy sobie trochę zaległości. Wszystkie zaległe notki zostaną opublikowane w nowym tygodniu.

PS. nr 2 - Terminy Mszy Świętych za śp. Mieczysława Siedleckiego zamówione przez RSM i zespół młodzieżowy, które zostaną odprawione w parafii NMP Matki Kościoła w Bełchatowie, a za które bardzo serdecznie dziękuję w imieniu swoim i mojej rodziny:
* od Ruchu Sercańskiej Młodzieży:
- 3 czerwca 2011 (I piątek miesiąca) - o godz. 21:00
- 7 czerwca 2011 (wtorek) - o godz. 18:00
- 15 czerwca 2011 (środa) - o godz. 18:00
- 31 lipca 2011 (niedziela) - o godz. 20:00
- 25 września 2011 (niedziela) - o godz. 19:30
- 6 listopada 2011 (niedziela) - o godz. 19:30
* od Ruchu Sercańskiej Młodzieży i zespołu muzycznego:
- 18 września 2011 (niedziela) - o godz. 19:30
* o terminach innych Mszy Świętych zamówionych za mojego tatę poinformuję w późniejszym czasie

PS. nr 3 - Na prośbę niektórych osób, które nie mogły uczestniczyć w pogrzebie mojego taty, zamieszczam poniżej kilka zdjęć.


Dyskoteka Ostatkowa
Dyskoteka Ostatkowa
Cykl spotkań na temat naturalnego planowania rodziny
Wspólnota Przymierza Rodzin MAMRE, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży w Bełchatowie oraz ośrodek Ogniska Bożego również w Bełchatowie serdecznie zaprasza głównie młodzież ponadgimnazjalną i studentów na spotkanie o przygotowaniu do życia rodzinnego pt. Poznajmy siebie - poznajmy się, które odbędzie się 19 lutego br. ( sobota ) o 17 w ośrodku Ogniska Bożego mieszczącego się na ul. Energetyków 6 na osiedlu Przytorze w Bełchatowie.

To spotkanie będzie prowadzone przez Państwo Włóków z Piotrkowa Trybunalskiego, którzy są instruktorami naturalnego planowania rodziny. Na tej konferencji będzie przygotowana skrzynka pytań, gdzie będzie możliwość zadawania pytań prowadzącym to spotkanie.

Przewidziany jest również cykl spotkań z tego zakresu tematu. Informacje szczegółowe o dalszych spotkaniach będą przekazywane w późniejszym czasie. Wejście na to spotkanie jest bezpłatne.


Wkroczyły w świat dorosłych ;)
Jakie wydarzenia w ostatnim czasie połączyły dwie bardzo dobrze znane osobistości Ruchu Sercańskiej Młodzieży w Bełchatowie - Malwinę Makarę i Martę Koszek? ;) Otóż, takie, że obydwie RSM-owiczki w minionych dniach i tygodniach wkroczyły w świat ludzi dorosłych ;) Kto by pomyślał, że Marta i Malwina mają już po 18-ście lat? Chyba Ci, którzy dawno je nie widzieli... :)

Jeszcze dobrze nie zdążyliśmy odpocząć od huków fajerwerek, noworocznych toastów, imprez sylwestrowych, a już w drugi weekend po Nowym roku, konkretnie w sobotę 8 stycznia 2011 roku, świętowaliśmy 18. urodziny Malwiny Makary w niejakim Korablewie, znajdującym się spory kawałek za Bełchatowem ;) Dzień później wspólnie modliliśmy się za nią na Mszy Świętej młodzieżowej, której przewodniczył ks. Janusz Burkat SCJ. Wiele osób pamięta ją jako małą dziewczynkę czytającą czytania lub śpiewającą psalmy w kościele. Dziś sama może chyba śmiało się obejrzeć za siebie i powiedzieć, że tych 18 lat nie było dla niej nudnym czasem. W Ruchu Sercańskiej Młodzieży i w Grupie Dzieci Rycerstwa Niepokalanej poznaliśmy ją bardzo dobrze i mało kto wnosił tyle radości do środowisk, w których przebywała, co ona sama :) Radosna, a zarazem wrażliwa - nigdy przed swoimi przyjaciółmi nie ukrywała własnych smutków, rozsterek i kłopotów, licząc na ich przyjacielską pomoc, a kiedy oni sami potrzebowali jej rady, ona zawsze była "pod telefonem" ;) Przed Malwiną jeszcze wiele radosnych chwil, jednak świat potrafi tak zagmatwać życie, że momentami traci ono swoje uroki, stąd od RSM-u nasza jubilatka dostała 18 "malinowych" prezentów na dobre i złe dni ;) Oby tych pierwszych w jej dorosłym życiu było jak najwięcej ;)



Z kolei w niedzielę 23 stycznia 2011 roku swoje 18. urodziny obchodziła druga ze wspomnianych RSM-owych dziewczyn - Marta Koszek ;) Na swoją pozycję, jaką obecnie zajmuje w naszej wspólnocie, pracowała długo, sumiennie i wytrwale, stąd właśnie teraz przeżywa zasłużenie swoje, tzw. "5 minut" w RSM-ie ;) Sumienna i wytwała - taka jest właśnie natura Marty. Jest tą jedną z niewielu osób, która chciałaby przewidzieć realną przyszłość naszej wspólnoty i sprawić, aby była ona jak najbardziej świetlana. Potrafi prawdziwe cieszyć się sukcesami grupy i walczy skutecznie z tym, co jest w RSM-ie niezbyt dobre. Do dziś nie potrafimy powiedzieć, skąd czerpie taką moc ;) "Osiemnastkę" Marty świętować zaczęliśmy razem z nią samą już w kościele, gdzie ks. Janusz Burkat SCJ odprawił Mszę Świętą młodzieżową w jej intencji. Nasza jubilatka zaprosiła wszystkich po "młodzieżówce" do herbaciarni, lecz nie spodziewała się chyba takiej niespodzianki, którą dla niej zorganizowaliśmy ;) Gdy weszła do niej, została przywitana śpiewem i oficjalnie zdmuchnęła świeczki na urodzinowym torcie ;) Każdy miał okazję do osobistego złożenia jej życzeń, a od naszej wspólnoty otrzymała szczególny prezent ;) Jednak to nie był koniec życzeń tego dnia, ponieważ dzień później, czyli w poniedziałek 24 stycznia 2010 roku swoje 19. urodziny świętowała Julita Guc, której również złożyliśmy najserdeczniejsze życzenia ;) Podsumowując zatem tych kilka przyjęć urodzinowych, możemy śmiało stwierdzić, że dawno tak dobrze i w tak krótkim czasie nie bawiliśmy się ;)



Wszystkim naszym RSM-owym jubiltakom (tutaj koniecznie należy jeszcze wspomnieć o Magdalenie Rusieckiej, która podobnie, jak Malwina i Marta przeżywała swoje 18. urodziny w piątek 21 stycznia 2010 roku ;)) oraz solenizantkom - Agnieszce Gorzelak i Agnieszce Osiak - obchodzącym swoje imieniny w piątek 21 stycznia br. życzymy wielu pięknych i słonecznych dni, ludzkiej życzliwości i serdeczności w dalszym życiu oraz błogosławieństwa Najświętszego Serca Jezusowego, które im patronuje, w tym wszystkim, czego będą się podejmowały ;) (tekst - Kinga Kępa i Tomek Siedlecki, zdjęcia - Kinga Kępa, Gosia Staniszewska i Tomek Siedlecki)
1 maja 2011 roku - beatyfikacja Jana Pawła II!
Ojciec Święty Benedykt XVI wyraził w piątek 14 stycznia br. zgodę na ogłoszenie dekretu o uznaniu cudu za wstawiennictwem Jana Pawła II, co formalnie kończy proces beatyfikacyjny polskiego papieża. Beatyfikacja odbędzie się w Rzymie w niedzielę 1 maja 2011 roku, w którą będziemy obchodzić Święto Miłosierdzia Bożego ustanowione przez Jana Pawła II, a w którego wigilię zmarł Ojciec Święty.

Dekret opublikowało w południe biuro prasowe Stolicy Apostolskiej po audiencji, na której papież przyjął prefekta Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kardynała Angelo Amato.

Benedykt XVI zgodził się na promulgację, czyli ogłoszenie dekretu, uznającego niewytłumaczalny z medycznego punktu widzenia cud wyzdrowienia francuskiej zakonnicy s. Marie Simon-Pierre z zaawansowanej choroby Parkinsona. (źródło: www.onet.pl)

Powołani
"Ochrzczono" nowy ekran projekcyjny :)
Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia w sali nr 14 w Domu Parafialnym przy naszym kościele został zamontowany duży ekran projekcyjny na jednej ze ścian, służący do oglądania filmów, prezentacji multimedialnych, itp. ;) Nasz Ruch Sercańskiej Młodzieży postanowił pierwszy uczcić realizację tego przedsięwzięcia ;) Z racji tej zorganizował dodatkowe, luźne spotkanie grupowe. W środę 5 stycznia 2011 roku nasza wspólnota obejrzała na nowym ekranie pierwszy film, pt. "Choć goni nas czas". Były to swego rodzaju "chrzciny" naszego świeżego nabytku ;) Przy okazji seansu nie zabrakło na stołach smakołyków, które zostały nam jeszcze z zabawy sylwestrowej :P W spotkaniu filmowym wzięło udział ponad 10 osób z RSM-u i grona bełchatowskiej młodzieży sercańskiej. Pomysłodawcami i organizatorami tego wieczoru byli Krzysiek Golba i Mateusz Kurpet (tekst i zdjęcia - Tomek Siedlecki)


Niebanalny recital powołanych ;)
W ostatnich dniach grudnia minionego roku na Facebooku pojawiła się tajemnicza informacja o występie "powołanych" ;) Zainteresowanie młodzieży lokalnej było tym faktem większe, że na scenie MCK Piwnica w Bełchatowie dnia 3 stycznia 2010 roku miał się pojawić klan rodziny Kopystyńskich, a konkretnie: Karolina Rudzińska - Kopystyńska oraz Piotrek i Kuba Kopystyńscy (dla tych, którzy nie znają - o zgrozo! - naszych muzyków z zespołu młodzieżowego, chcemy wyjaśnić, że Karolina i Piotrek są od kilku miesięcy świeżo upieczonym małżeństwem, a Kuba jest klerykiem 5. roku seminarium Księży Sercanów w Stadnikach) ;) Nie da się ukryć, że cała "trójka" została do czegoś w życiu powołana :) Ich przykład przypomina nam, że i my jesteśmy powołani do wielu rzeczy, tylko może jeszcze ich nie odkryliśmy ;) Tak się wyjątkowo złożyło, jak mało kiedy, że żaden z administratorów naszej strony RSM-u nie mógł z powodów osobistych uczestniczyć w tym wydarzeniu... Jednak po to się ma przyjaciół w gronie młodzieży sercańskiej, aby w kryzysowych sytuacjach nam pomogli :P I pomogły nam ich komentarze do tego występu na Facebooku ;) Mamy nadzieję, że rozwiążą one większość tajemnic dotyczących tego recitalu ;)

PRZED WYSTĘPEM "POWOŁANYCH" ;)

Piotrek Kopystyński: No muszę coś robić w końcu to moja praca ;) a gazetami niech się przejmują inni - per saldo i tak źle na tym wyjdą. Dziać się w MCK dzieje. W grudniu musieliśmy iść na urlopy, w styczniu, oprócz pierwszego, każdy weekend jest muzycznie zajęty. Bełchatów ma naprawdę mocny ośrodek kultury, gorzej jest z odbiorcami. Piszę to z pełną odpowiedzialnością. Potrzebny jest w mieście manager kultury z prawdziwego zdarzenia. Taki, który nie przestraszy się, że na koncert muzyki poważnej czy jazzowy przyszło 30 osób, bo może następnym razem będzie 35.

Kazimierz Kopystyński (tata Piotrka i Kuby): Ani to koncert, ani spotkanie autorskie, choć elementy jednego i drugiego niewątpliwie zagoszczą. Na "piwnicznej" scenie pojawią się plany, marzenia i historie z życia wzięte wyśpiewane przez sercanina Jakuba Kopystyńskiego oraz małżeństwo Karoliny Rudzińskiej i Piotra
Kopystyńskiego. Nietypowy wieczór z muzyką, którą bardzo trudno znaleźć w jakimkolwiek radiu, o telewizji nie wspominając.

Piotrek Kopystyński: Już za niecałe 3 godziny (o 19.30) zaczynamy z Karolcią i Kubą mały recital. Zapraszamy wszystkich, którzy lubią niebanalne teksty, brzmienie gitar i przesłanie płynące ze sceny. Ewentualnie tych, którzy lubią nas :)

PO WYSTĘPIE "POWOŁANYCH" ;)

Marcin Truchel: Mam nadzieję, że wszystko wypaliło (...), ciekawość mnie zżera, co tam plumkaliście. Niestety nie było mi dane usłyszeć wykonania klimatów, które Was kręcą. Może następnym razem?

Piotrek Kopystyński: Wypaliło. Mamy filmiki to zobaczysz - takie tam plumkanie. Ale wyszło bardzo pozytywnie.

Mariola Jakubowska: Baaardzo pozytywnie :) Czekamy na kolejne takie spotkania :D Dobro jest w nas i trzeba się nim dzielić. Dzięki kochani!

Ada Łowczy: W powietrzu pachniało poezją i dobrocią (pomijając zapach "piwnicznej" wilgoci :)) Powiedziałabym jeszcze zwyczajni - niezwyczajni, atutem było usłyszeć to w miejscu niesakralnym, klimat udzielający się innym...

Piotrek Kopystyński: Specjalnie graliśmy w Piwnicy. Można było spotkać się w oratorium czy Domu Parafialnym, ale nie w tym rzecz. Trzeba otwierać się na ludzi i iść w miejsca, gdzie jeszcze nikt nie był :) (opracował Tomek Siedlecki)

Powołani
Strona 6 z 26 << < 3 4 5 6 7 8 9 > >>
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nowy dzień

Facebook
Radio Niepokalanów
Radio Niepokalanów

Statystyki
stat4u
Powered by PHP-Fusion © 2003-2006 Brasil-Fusion Theme by: IceWasp 705,693 Unikalnych wizyt

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl