Strona Główna Co to jest RSM? Zasady RSM Akt ofiarowania Moderator RSM Członkowie RSM Msze Święte on-line Nasza parafia DODATKI Galeria Forum Cz@t Linki Wrzesień 20 2018 12:56:40
Nawigacja
Strona Główna
Co to jest RSM?
Zasady RSM
Akt ofiarowania
O. Jan Leon Dehon
Moderator RSM
Członkowie RSM
Msze Święte on-line
Nasza parafia
Msze młodzieżowe
Herbaciarnia
DODATKI
Galeria
Forum
Cz@t
Linki
Kontakt
Szukaj
Ostatnie Artykuły
55) Sercańska pielgr...
2] Zjazd...
1] Kilka słów na poc...
54) Czy warto być sobą?
53) XV Spotkanie Mło...
Na Forum
Najnowsze Tematy
Brak zawartości dla tego panelu
Najciekawsze Tematy
Brak zawartości dla tego panelu
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 69
Najnowszy Użytkownik: DougAnire
Kontakty
RSM-OWE GADU-GADU:
31182326

---------------------------------
Opiekun duchowy RSM:
KS. ADAM GUCWA SCJ
Adres e-mail: agucwa@poczta.onet.pl
Numer Gadu-Gadu:
8184357

---------------------------------
Administrator strony:
TOMEK SIEDLECKI
Adres e-mail: tymyk@poczta.onet.pl
Numer Gadu-Gadu:
8735879

---------------------------------
Zastępca administratora:
MATEUSZ KURPET
Adres e-mail: kurpet777@gmail.com
Numer Gadu-Gadu: 16109678

---------------------------------
Redaktor strony:
MARTA KOSZEK
Adres e-mail: marko933@wp.pl
Numer Gadu-Gadu:
5711616

---------------------------------
Redaktor strony:
KINGA KĘPA
Adres e-mail:
kinia93@buziaczek.pl
Numer Gadu-Gadu:
2628133

ZROZUMIEĆ MIŁOŚĆ - 12) Miłość wszystkiemu wierzy
Mariola Jakubowska

Autorka tekstu: MARIOLA JAKUBOWSKA

HYMN O MIŁOŚCI - PRZYMIOT NR 12
Miłość wszystkiemu wierzy

Zobaczcie, jak oni się miłują! Te słowa z Dziejów Apostolskich często rozbrzmiewają w mojej wyobraźni, gdy myślę o tym, jak powinni nas widzieć ludzie, którzy może nie poznali jeszcze Boga. Z pewnością Chrystus pragnie, by Jego uczniowie tak właśnie byli postrzegani przez innych ludzi. A co Ty czy ja możemy zrobić, by tak się stało? Jaka jest nasza miłość? Pomyślmy nad tym.

Jak mam miłować tylu ludzi wokół?! Niewiele dla nich znaczę, gdy nie mam, co im dać, gdy moje wyniki w szkole czy sukcesy w pracy nie są najlepsze, gdy nie jestem w ich oczach atrakcyjny, interesujący. Często sam ranię tych najbliższych, wiele oczekuję od wielu mimo, że sam nie mogę spełnić oczekiwań choć jednej osoby. I wciąż konflikty, kłótnie, nerwy, odrzucenie, smutek... Boże kim ja właściwie jestem? Po co żyję?

W sercu słyszę głos:
Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś moim! (Iz 43, 1)
Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję. (Iz 43, 4)
Ukochałem cię odwieczną miłością. (Jr 31, 3)
Nawet włosy na twojej głowie wszystkie są policzone. (Mt 10, 30)

Panie Ty mi naprawdę wierzysz? Nie przeszkadza Ci to, że za chwilę Cię zranię, uderzę, opluję i wyśmieję. Czekasz... Słyszałem, że Jesteś Miłością (por. 1J 4,16). Mówili, że Twój Syn za mnie zapłacił Swoją Krwią. A ja...

Ostatnio widziałem Go pobitego, poranionego. W dodatku związałem Mu ręce. Potem moje ręce przybiły Go do krzyża. Teraz widzę, jak ma otwarte ramiona i już nie może nawet poruszyć palcami...

Czy Ty jesteś naiwny?! Nie umiem się zmienić... Widzisz moje serce i wiesz, że mogę zwątpić. Ale... widzę Twoją cierpliwość, ciche czuwanie przy mnie. Czekasz i nie zniechęcasz się. Jesteś... Widzę Boże, że kochasz mnie i wierzysz mi, skoro Twoja cisza i pokora trwania przy mnie przezwycięża wszystko.

Słyszałem, że Twój Syn mówił: Weźmijcie Ducha Świętego! Potem widziałem ludzi radosnych. Równocześnie powiedziałbym, że są przegrani, wyśmiewali ich, wielu było chorych, inni już bardzo starzy. Ale ta ich radość mimo wszystko, ten spokój, coś w ich twarzach, co nie pozwalało mi oderwać od nich wzroku. Choć wiem, że są tacy sami, jak ja, to jednak inni. I wiesz co Boże? Mówili mi, że jesteśmy świątynią Ducha Świętego, że bez Niego nic nie możemy uczynić.

Beze Mnie nic nie możecie uczynić. (J 15, 5)

Ktoś nawet powiedział mi, że gdyby nie Duch Święty, to nie byłby w stanie wyjść z nałogu, wciąż kłamałby, kradł i oszukiwał. Może i ja z Twoim Duchem się zmienię? Wśród radosnych ludzi byli rodzice z dziećmi. Na jedną z mam wspinała się gromadka dzieci. Mama podtrzymywała każde z nich, by nie spadło z jej kolan. Pewien tato silnymi dłońmi zaczął podrzucać wysoko swoje maleństwo, które śmiało się do łez. Obserwowałem z obawą te różne, powietrzne akrobacje. Dzieci nie bały się. Bezgranicznie ufały i wierzyły rodzicom. I Ty Boże mi tak ufasz, Ty jesteś przy mnie. Boże, jak mam Ci uwierzyć, jak zaufać do końca?

Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. (Mt 18, 3)

Oj tak, zaczynam rozumieć... Bóg – Miłość wszystkiemu wierzy. Jest ze mną zawsze niezależnie od stanu mojej psychiki, od kondycji mojego ciała, czy od czystości serca. Bóg wierzy mi. Ufa, że skieruję moją wolę w Jego stronę, że przyjdzie taka chwila jak ta – cudowna, gdy otwierają się oczy mojej duszy i zaczynam widzieć prawdę.

Ojciec, Syn, Duch Święty. MIŁOŚĆ MI WIERZY.

Gdy związane Ma ręce – ja mam je wolne i mogę służyć innym.
Gdy Jego stopy przybite są już do krzyża – moje nogi mogą iść tam, gdzie On mnie potrzebuje.
Gdy Jego usta milczą – moje mogą krzyczeć Dobrą Nowinę.
Gdy Jego Serce jest już otwarte – moje może bezinteresownie bić dla innych,
bo nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie (Rz 14, 7).
A dzięki temu mogę przyprowadzić wielu do Tego żywego źródła wiernej Miłości, by już każdy człowiek mógł powiedzieć:

Myśmy poznali i uwierzyli miłości,
jaką Bóg ma ku nam.
Bóg jest miłością:
kto trwa w miłości, trwa w Bogu,
a Bóg trwa w nim.
(1J 4,16) - Mariola Jakubowska

KOLEJNE ROZWAŻANIE WIELKOPOSTNE NA TEMAT TRZYNASTEGO PRZYMIOTU MIŁOŚCI UKAŻE SIĘ W NIEDZIELĘ 17 KWIETNIA 2011.

Miłość wszystkiemu wierzy
"Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie"
Słowa zawarte w tytule są bardzo stare, bo ich autorem jest sam Adam Mickiewicz. Jednak do dnia dzisiejszego pozostają one aktualne, ponieważ dotyczą tych, którzy już od nas odeszli, zwłaszcza tych, którzy zginęli w niejasnych okolicznościach lub pamięć o nich próbuje się pogrzebać wraz z pogrzebaniem w ziemi ich ciał. Można powiedzieć, że katastrofa smoleńska, o której w ostatnim czasie zrobiło się jeszcze głośniej z racji jej 1. rocznicy, jest świetnym przykładem tego rodzaju poniesionej śmierci. O kulisach tej narodowej tragedii mówi się niemal każdego dnia, stąd coraz więcej ludzi ma dosyć słuchania tego samego przez cały czas i najchętniej zapomniałoby o tym, że miała ona kiedykolwiek miejsce, nad czym rozwodziłem się w poprzedniej notce. W niedzielę 10 kwietnia 2011 roku, dokładnie rok po tym koszmarnym zdarzeniu, bełchatowski Ruch Sercańskiej Młodzieży postanowił uczcić 96 ofiar tej katastrofy podczas Mszy Świętej młodzieżowej, przez co mamy w sobie nadzieję, że skutki wynikające z tytułu tej notatki nie będą nad nami ciążyły.

A cała liturgia rozpoczęła się niemal tak samo, jak tydzień wcześniej, kiedy to wspominaliśmy osobę Jana Pawła II. Spod chóru do specjalnej dekoracji przygotowanej przez nasz RSM na tę rocznicę na początku Eucharystii wyruszyła procesja z celebransem - ks. Adamem Gucwą SCJ i przedstawicielkami młodzieży - Magdaleną Rusiecką i Adą Sztorc, które niosły ze sobą zapalone znicze - symbole naszej pamięci o ofiarach katastrofy smoleńskiej. Samą procesję poprzedził jednak krótki film autorstwa Tomka Siedleckiego, który przybliżył nam atmosferę tamtych dni (można go obejrzeć 2 notatki niżej). Tymczasem w atmosferę rozmodlenia wprawiło nas, m.in. niemalże zgaszone w całym kościele światło i zapalone na ławkach świeczki, przy których znajdowały się pojedyncze karteczki z nazwiskami zmarłych w tej katastrofie 96 osób.

Oczywiście nie zabrakło też innych akcentów podczas tej Mszy młodzieżowej. Były one ukazane, np. w komentarzu do liturgii oraz w komentarzu do darów, które w większości tworzyły symbole kojarzące się z tą tragedią. Przede wszystkim nie brakowało wspólnotowej modlitwy w intencji wszystkich ofiar i ich rodzin. Głęboko wierzymy, że tej modlitwy nie braknie także w kolejnych dniach, tygodniach, bądź miesiącach, kiedy dalej będą wyjaśniane niezrozumiałe okoliczności tej kraksy lotniczej. Nie tylko wiele modlitwy będzie wtedy potrzebnej, ale i też naszej ludzkiej pamięci. Nie zapomnijmy o tych Polakach, którzy ponieśli śmierć w tej katastrofie, aby inni kiedyś nie zapomnieli o nas samych i żeby nie zapomniał o nas sam Bóg... (tekst i zdjęcia - Tomek Siedlecki)


ZROZUMIEĆ MIŁOŚĆ - 11) Miłość wszystko znosi
Edyta Kurowska

Autorka tekstu: EDYTA KUROWSKA

HYMN O MIŁOŚCI - PRZYMIOT NR 11
Miłość wszystko znosi

FILM: „Moje życie”
GATUNEK: dokumentalny
REŻYSERIA: „ja” – każdy otrzymał od Boga wolną wolę
SCENARIUSZ: pytać reżysera o decyzję
PRODUKCJA: własna
CZAS: od momentu poczęcia do … chwili obecnej i jeszcze dłużej
OBSADA: wyjątkowa i niepowtarzalna – każdy napotkany człowiek

Życie człowieka jest jak film. Każdy reżyseruje swoją codzienność poprzez wolną wolę. W sprawach scenarzysty jest kwestia sporna. Nie można określić jednoznacznie, kto nim jest. To reżyser decyduje, co chce przedstawić i czyj scenariusz przyjmie. Mogą to być: rodzice, przyjaciele albo on sam. Nad całą produkcją czuwa krytyk filmowy, a mianowicie Jezus. Reżyser może korzystać z Jego zaleceń albo odrzucić. Niezidentyfikowaną postacią na planie filmowym jest również Duch Święty, który czasem potrafi namieszać – na szczęście w sposób pozytywny i pożyteczny. Czas akcji filmu jest niepowtarzalny, ponieważ nieustannie się zmienia, z minuty na minutę, z sekundy na sekundę. Innymi słowy można powiedzieć, że puszczany jest on NA ŻYWO. Kto go jednak ogląda, skoro każdy człowiek reżyseruje swój film, o swoim życiu? Jedynym i niepowtarzalnym widzem jest Bóg, który ogląda przez 24h – 7 dni w tygodniu nasz film. Niezależnie od tego, co widzi na ekranie, trzyma w swej dłoni OSCARA i wierzy, że na koniec będzie mógł wręczyć statuetkę reżyserowi. Ta statuetka jest wyjątkowa – to przepustka do życia wiecznego. Bóg wszystko widzi i wszystko przyjmuje. Dlatego może warto się zastanowić, co przedstawiamy Panu Bogu w każdym momencie naszego życia, w każdym geście, słowie…

OSCAR czeka!!! Niezależnie jak bardzo nasz film przypominał horror z grzechami w roli głównej. Pan Bóg daje nieustannie możliwość zmiany przebiegu akcji. Dlatego posyła nam Swojego Syna Jezusa i Ducha Świętego. To nie wyścig… Nie po trupach do celu… OSCARÓW jest tyle, ile jest ludzi. Bóg ogląda każdy film. Niezależnie od fabuły i trzyma OSCARA w oczekiwaniu na każdego. A czy ja potrafię być tak samo wyrozumiałą osobą?

W liście do Rzymian czytamy: „Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.” (Rz 8.31-39)

Miłość wszystko znosi… Na planie filmowym jest wszystko możliwe: napotykamy wiele trudności, są chwile załamania, a czasem wplata się nawet cierpienie. Nic nie dzieje się bez powodu. Nasz WIDZ – BÓG nieustannie czuwa i to On sprawia, aby nasz scenariusz czasem przybrał innego toku. To Pan Bóg daje nam nieustannie szansę na OSCARA. Pan Bóg przyjmuje wszystkie nasze niepowodzenia na planie. To i my nie bądźmy egoistami i pyszałkami własnego filmu, tylko przyjmijmy to, co Pan Bóg nam podpowiada. Czas ucieka – OSCAR czeka!!! - Edyta Kurowska

KOLEJNE ROZWAŻANIE WIELKOPOSTNE NA TEMAT DWUNASTEGO PRZYMIOTU MIŁOŚCI UKAŻE SIĘ W CZWARTEK 14 KWIETNIA 2011.

Miłość wszystko znosi
Ta historia zatoczyła pierwsze koło...
1. rocznica katastrofy smoleńskiej

Sobota 10 kwietnia 2010 roku miała być takim samym dniem, jak wszystkie inne. Jedni udawali się rano do pracy, inni świętowali już weekend. Jedni jeszcze urządzili sobie poranną drzemkę, inni natomiast udali się na zakupy. Dzień, jak dzień - zwykły dzień. Jednak nikt, kto usłyszał informację, że o godz. 8:41 pod Smoleńskiem rozbił się prezydencki samolot, udający się na 70. rocznicę zbrodni katyńskiej i że zginęło 96 osób (w tym sam Prezydent Polski - Lech Kaczyński i Pierwsza Dama - Maria Kaczyńska), które znajdowały się na jego pokładzie, nie mógł pozostać obojętny na taką wiadomość. Ludzie przerywali swoje prace, wracali pośpiesznie do swoich domów czy też natychmiast powstawali z łóżek. Pierwsze, co robili, to włączali wszelkie telewizory, radia, internet i słuchali z niedowierzaniem, o tym, co się stało. Przełączali kolejne kanały, stacje, strony, licząc, że "może tam powiedzą więcej". Ten dzień był już straconym dniem... Nic za się wzięliśmy nie szło już nam z taką werwą, jak zazwyczaj. Chcieliśmy na bieżąco śledzić najświeższe doniesienia... i powoli łączyć się z innymi w coraz bardziej świadomym bólu, smutku, w końcu żałobie narodowej, która już kilka godzin po katastrofie stała się faktem dokonanym. Wtedy po raz kolejny w historii wszyscy Polacy poczuli się, jak jedna wielka rodzina. Ostatnie takie zjednoczenie całego narodu wywołała śmierć Jana Pawła II 5 lat wcześniej. O dziwo, też była wtedy pierwsza sobota po Wielkanocy, sobota będąca Wigilią Święta Miłosierdzia Bożego, które w przeszłości ustanowił właśnie Jan Paweł II. Dziś ta historia tragedii pod Smoleńskiem zatoczyła pierwsze koło. Dzisiaj przeżywamy 1. rocznicę tej katastrofy i wzajemnie się pytamy: Co dała nam śmierć tak wielu wybitnych Polaków? Co zmieniła ona w naszym polskim społeczeństwie?

Nie da się ukryć, że katastrofa smoleńska była tematem nr 1 w mediach w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Nie było praktycznie dnia, aby nie wspomniano przynajmniej jeden raz o tym wydarzeniu. Na tyle mówienia, co rzeczywiście było mówione, już dawno powinniśmy wiedzieć, co było przyczyną tej lotniczej kraksy. Jednak w dalszym ciągu nie wiemy, dlaczego w ogóle doszło do tej tragedii... Niektórzy mieli już dość słuchania na okrągło o jednym i tym samym, więc postanowili zorganizować akcję "Dzień bez katastrofy smoleńskiej", o której było tak głośno na Facebooku. Dziś, gdy mija dokładnie rok od tego zdarzenia, jest to trochę smutne, że już dawno straciliśmy poczucie jedności, choć dopiero upływa pierwszy rok. Przy takich okazjach standardowym pytaniem jest: Co takiego się wydarzyło, że dzisiaj nie ma już w nas takiej rodzinnej atmosfery? Może brak współczucia? Ludzki egoizm? Wścibskie media? A może brutalna polityka? Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć, dlaczego jesteśmy tak niestałym w uczuciach społeczeństwem...

W ostatnich dniach coraz częściej mówiono o tym, że dzisiaj, 10 kwietnia 2011 roku, kończy się nareszcie ta duchowa żałoba narodowa, co nawet podkreślali duchowni. Ja osobiście jestem zdania, że nasze lekkomyślne zachowanie już dawno pogrzebało tę żałobę i żyliśmy sobie tak, jakby nic nigdy się nie stało... Przecież nie o to chodzi, aby wiecznie się smucić, ale mimo wszystko potrzebne jest nam jakieś zrozumienie tej niejasnej sytuacji. Dopóki nie zostaną wyjaśnione okoliczności tej masakry, to w sercach wielu Polaków (co jest pocieszające) pozostanie duch łączności z rodzinami ofiar. Przede wszystkim to właśnie rodziny tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem, są najbardziej poszkodowane, bo ich rany będą mogły dopiero zagoić się wtedy, kiedy poznają przyczyny katastrofy. Do tego czasu dalej będzie głośno o tym nieszczęśliwym wypadku, dalej media będą się faszerowały ich kosztem nowymi informacjami w tej sprawie, dalej będzie przybywało ludzi, którym puszczą nerwy i powiedzą: "STOP katastrofie smoleńskiej". Taka jest nasza polska natura, taka jest nasza polityka... Dziś bardziej, niż przed rokiem, rozumiem trudną sytuację tych rodzin, bo tak naprawdę każdy patrzy zupełnie inaczej na takie ludzkie tragedie dopiero wtedy, gdy sam straci kogoś bardzo bliskiego... Co dopiero powiedzieć, gdy w jednej chwili, w jednej sekundzie znika z ziemi 96 osób? Co mają powiedzieć ich bliscy? Jak zrozumieć ich ból, żal, tęsknotę, kiedy śmierć jednego człowieka niesie już tak wielkie spustoszenie? Historia dalej będzie nieubłaganie zataczała kolejne koła, będą mijać kolejne rocznice. Ciekawe jest tylko to, czy nasza pamięć o tych zmarłych Polakach będzie taka sama wraz z upływem czasu. Dziś już dostrzegam, że tak nie jest i raczej chyba nie będzie... (tekst - Tomek Siedlecki)

ZROZUMIEĆ MIŁOŚĆ - 10) Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą
Krzysiek Golba

Autor tekstu: KRZYSIEK GOLBA

HYMN O MIŁOŚCI - PRZYMIOT NR 10
Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą

Moim zdaniem oraz posługując się wiedzą, którą mam, ten przymiot oznacza nie mniej i nie więcej tyle, że miłości nie da się zbudować na niesprawiedliwości, lecz na prawdzie. Jezus konkretnie powiedział, że jest Drogą, Prawdą i Życiem. No właśnie, Prawdą. Nie da się oprzeć miłości bez prawdy i prawdy bez miłości. Ta zasada się sprawdza w każdej relacji, którą nazywamy „miłością”, czy to Bóg - ja, czy też chłopak - dziewczyna. Każda z tych relacji musi być zbudowana na prawdzie, de facto nie tylko na mówieniu sobie wszystkiego (chociaż to również jest ważne), lecz na trochę głębszych relacjach. Z Bogiem na tyle jesteśmy dobrze ustawieni, że On nas zna, bo jest naszym Stworzycielem. W relacji Bóg - ja to ja muszę się otworzyć, zaufać, oprzeć się na Jego MIŁOŚCI i PRAWDZIE. I poznać Boga takiego, jakim jest naprawdę. I czasami tutaj mam najbardziej „spaczony” obraz Boga. Relacja chłopak - dziewczyna musi być zbudowana na solidnym fundamencie. A jaki on jest? Prawdziwy obraz Boga i znów życie prawdą i miłością. A co kryje się pod prawdą? Poznać drugą osobę, jej prawdziwe oblicze, poznać prawdziwą historię jej rodziny. Możemy wejść w głębsze relacje z drugą osobą (nawet już współżyć), jednocześnie nie wiedząc, że w domu jest np. alkoholik albo brak akceptacji ze strony rodziców. Taki związek wcześniej, czy później się rozleci. Pamiętajmy, że druga osoba nie jest Bogiem i nie możemy zakładać w ciemno, że ona wszystko już wie o nas. Należy rozmawiać o uczuciach, swojej fizyczności, problemach. Stanąć w prawdzie przed drugą osobą. Jak słyszę, że ktoś się rozwodzi z powodu różnicy charakterów, to pytam się: Gdzie była u nich prawda? Dlaczego byli niesprawiedliwi wobec siebie i nie mówili jacy są naprawdę? To relacja zbudowana na seksie, fizycznej fascynacji kończy się najczęściej rozstaniem lub rozwodem z powodu różnicy charakterów. Nie bójmy stanąć w prawdzie przed Bogiem, czy drugą osoba. Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. Ludzie odrzucają często prawdę czy to Tę wiszącą na krzyżu czy też taką zwykłą, ludzką przez własną pychę. Odrzucamy także prawdę przez brak prawdziwej miłości, bo jeśli jest miłość, to musi być prawda. Bóg uczy nas swojej miłości w prawdzie i nakreśla, że miłość da się zbudować tylko i wyłącznie na prawdzie, ale to my musimy zdecydować, co wybierzemy. - Krzysiek Golba

KOLEJNE ROZWAŻANIE WIELKOPOSTNE NA TEMAT JEDENASTEGO PRZYMIOTU MIŁOŚCI UKAŻE SIĘ W PONIEDZIAŁEK 11 KWIETNIA 2011.

Miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą
3 dni z Janem Pawłem II :)
To był jeden z ważniejszych weekendów dla bełchatowskiego Ruchu Sercańskiej Młodzieży w ciągu obecnego roku formacyjnego, o ile nawet nie najważniejszy. W minioną sobotę 2 kwietnia 2011 roku przeżywaliśmy 6. rocznicę śmierci Ojca Świętego - Jana Pawła II, który był wielkim przyjacielem ludzi młodych. Stąd nasza młodzież z Bełchatowa nie mogła zawieść tej przyjaźni i przygotowała na pierwszy weekend kwietnia kilka propozycji tak dla młodych, jak i dla starszych, bo generalnie Jan Paweł II był przyjacielem dla każdego z nas, bez względu na wiek, rasę czy wyznanie ;)

Obchody odejścia Papieża - Polaka do Domu Ojca rozpoczęliśmy w piątkowy wieczór 1 kwietnia br. o godz. 19:30. Wtedy to właśnie w naszej świątyni odbyła się Droga Krzyżowa o Janie Pawle II. Poszczególne stacje symbolicznie nawiązywały do różnych wydarzeń z życia Ojca Świętego. Aby jeszcze lepiej zrozumieć ich sens, przygotowaliśmy w postaci prezentacji multimedialnej odpowiednie zdjęcia do tych zdarzeń, które oddawały prawdziwy tragizm, ale i też ludzką nadzieję niektórych wątków z życia papieża. Z pewnością zadowalający był fakt, że w tym nabożeństwie wzięły udział różne pokolenia ludzi - od młodych do starszych; od tych, którzy bardzo dobrze poznali Jana Pawła II do tych, którzy słyszeli o nim tylko z opowiadań innych i mediów. W końcu Ojciec Święty swoim pięknym życiem zasłużył sobie na pamięć jednych i drugich. Drogę Krzyżową przygotował Tomek Siedlecki, natomiast odprawił ją moderator RSM-u w Bełchatowie - ks. Adam Gucwa SCJ.


Najważniejszym dniem naszych RSM-owych obchodów był drugi dzień weekendu, czyli sobota 2 kwietnia 2011 roku. To właśnie tego dnia równe 6 lat wcześniej Jan Paweł II zakończył swoją ziemską wędrówkę. Naszym priorytetowym wydarzeniem tego dnia był Apel Jasnogórski poświęcony osobie wielkiego Rodaka, który został odprawiony w naszym kościele o godz. 21:00. Warto podkreślić, że to już trzeci taki Apel w ciągu ostatniego roku, który dla parafian z os. Dolnośląskiego i nie tylko organizował nasz Ruch Sercańskiej Młodzieży. Temat sobotniego nabożeństwa krył się w słowach: "O miłości prowadzącej do świętości". Tradycyjnie już rozpoczął się on częścią teoretyczną, gdzie naszymi rozważaniami, pieśniami, filmami, prezentacjami czy wypowiedziami potwierdziliśmy, że Jan Paweł II kochał wszystkich ludzi jednakowo. Najbardziej poruszyła nas miłość papieża do ludzi różnych ras, ludzi innych wyznań, nieprzyjaciół jego i Kościoła, chorych i cierpiących, Ojczyzny, młodzieży oraz rodzin i właśnie te papieskie uczucia postanowiliśmy przedstawić wszystkim przybyłym na nasz Apel. Punktem kulminacyjnym nie mógł być inny moment, jak tylko godz. 21:37 - godzina śmierci Jana Pawła II. Wtedy to w naszym kościele zgasły wszystkie światła, wierni zapalili otrzymane od nas świeczki, a na zewnątrz rozbrzmiewały bijące dzwony. Po minucie ciszy wszyscy razem odśpiewaliśmy ulubioną pieśń Ojca Świętego - "Barkę". Drugą częścią Apelu Jasnogórskiego była część modlitewna, podczas której przed Najświętszym Sakramentem dziesiątką Różańca Świętego dziękowaliśmy Bogu za Papieża - Polaka i za to, że za kilka tygodni zostanie ogłoszony błogosławionym. Całe nabożeństwo zakończyło się błogosławieństwem, odśpiewaniem Apelu oraz zaśpiewaniem innej słynnej pieśni papieskiej, czyli "Abba Ojcze", którą śpiewaliśmy baaardzo długo ;) W naszym Apelu specjalnymi gośćmi były rodziny z Domowego Kościoła z całego rejonu bełchatowskiego, które w tym czasie przeżywały w naszej parafii swoje rekolekcje wielkopostne. Nie zabrakło też kilku naszych kapłanów na czele z ks. proboszczem Władysławem Ostrowskim SCJ. Nad prawidłowym przygotowaniem i przebiegiem Apelu Jasnogóskiego czuwali Mariola Jakubowska, Tomek Siedlecki i ks. Adam Gucwa SCJ. Wszelką oprawą muzyczną zaopiekował się natomiast młodzieżowy zespół muzyczny.

Jan Paweł II - 6. rocznica narodzin dla nieba

Wydarzeniem kończącym tegoroczne obchody kolejnej rocznicy śmierci Jana Pawła II była Msza Święta młodzieżowa w niedzielę 3 kwietnia 2010 roku, której przewodniczył ks. Artur Wójcikowski SCJ. Rozpoczęła się ona procesją z końca kościoła do obrazu Ojca Świętego, przy którym przedstawiciele naszego Ruchu Sercańskiej Młodzieży - Ania Płomińska i Krzysiek Golba pozostawili zapalone znicze, będące symbolami naszej wciąż żywej pamięci o polskim papieżu. Już podczas samej Eucharystii nie brakowało akcentów nawiązujących do osoby Jana Pawła II, np. w komentarzu do liturgii, bądź komentarzu do darów. Po zakończonej Mszy Świętej wszyscy uczestniczący w niej wierni, podobnie jak dzień wcześniej po Apelu Jasnogórskim, otrzymali od nas fragmenty Listu Ojca Świętego do rodzin, w których są zawarte cenne wskazówki od samego papieża do wykorzystania w życiu codziennym ;)

Ostatni weekend był dla nas swego rodzaju duchowymi rekolekcjami z Janem Pawłem II. I mimo, że ciężko było dopracować każdy szczegół naszego programu, to jednak mimo wszystko możemy chyba być zadowoleni :) W końcu sam Ojciec Święty powiedział niegdyś: "Jestem zadowolony, Wy też bądźcie" ;) I niech ta puenta przyświeca nam wszystkim możliwie , jak najdłużej ;) (tekst - Tomek Siedlecki, zdjęcia - Marta Koszek, Tomek Siedlecki i ks. Janusz Burkat SCJ)


ZROZUMIEĆ MIŁOŚĆ - 9) Miłość nie pamięta złego
Iwona Grotek i Damian Frączkowski

Autorzy tekstu: IWONA GROTEK I DAMIAN FRĄCZKOWSKI
(Tym razem pod przewodnictwem Damiana ;))

HYMN O MIŁOŚCI - PRZYMIOT NR 9
Miłość nie pamięta złego

W naszym życiu widzimy, jak wielu ludzi „wierzących i praktykujących” pomija przymiot miłości - "nie pamięta złego". Żyjemy w świecie, w którym na każdym kroku dzieje się nam krzywda wyrządzana przez drugiego człowieka, w świecie, w którym sami również wyrządzamy wiele zła. Nie potrafimy wybaczać bliźnim wyrządzonej nam krzywdy i sami krzywdzimy zwłaszcza tych, którzy są najbliżej nas. Często również sami wymierzamy ,,swoją sprawiedliwość”. A przecież Bóg daruje nam nasze winy, przebacza, daje nam szansę - szansę na to, żebyśmy żałowali za swoje grzechy i aby za tym żalem szły konkretne czyny względem drugiej osoby.

Przecież w wielu z nas tkwi to dobro, które potrzebuje tylko sprowadzenia na dobrą drogę prowadzącą do Boga. Drogą taką był i w zasadzie jest Jan Paweł II oraz jego miłość do bliźniego. Jako następca Świętego Piotra, będąc uczniem Jezusa, pokazywał nam, czym naprawdę jest miłość przebaczająca, zwłaszcza wtedy, gdy wyciągnął rękę do człowieka, który próbował Go zabić. Pamiętamy akt pojednania, skruchy zamachowca oraz spojrzenie pełne miłości i przebaczenia naszego Papieża, w oczy swojego oprawcy. Oczy, które były zaślepione grzechem, a które przejrzały. Jan Paweł II nie pamiętał złego, ale pokazał, jak mamy kroczyć drogą ku przebaczeniu.

Jezus w całym Swym Miłosierdziu odpuszcza nam WSZYSTKIE bez wyjątku grzechy, nasz egoizm, pychę, brak miłości, czasu, nasze zaniedbania. My jednak w swej słabości nie potrafimy często przebaczać, a już najtrudniej pogodzić się z najbliższymi, gdyż to od nich wymagamy więcej, niż od innych ludzi. Przebaczenie to proces. Każde zranienie wymaga uzdrowienia i przebaczenia nie tylko bliźniemu, lecz także sobie samemu. "Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?". Jezus mu odrzekł: "Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.” - tyle razy, ile zrani mnie mój brat i ile razy ja sam zranię swego brata, a w Nim Boga. Przebaczyć to nie znaczy zapomnieć. Nie można jednak pielęgnować w sercu poczucia krzywdy i żalu. W tym procesie przebaczenia nie może zabraknąć modlitwy za tych, z którymi trudno jest nam się pogodzić. Bardzo często ranią nas najbliżsi: rodzice, rodzeństwo, dzieci, ale też dalsza rodzina, sąsiedzi, kapłani, wspólnota, współpracownicy. Ale i my nie pozostajemy dłużni. Zabijamy swoje jeszcze nienarodzone dzieci lub porzucamy te, które już się narodziły, narażając je na utratę zdrowia czy życia. Nie szanujemy swych rodziców. Pijaństwo sprawia, że jesteśmy nękani i nękamy psychicznie i fizycznie. Skazujemy swych schorowanych krewnych na śmierć poprzez eutanazję. Okradamy siebie z prawdziwej, pięknej i czystej miłości, mieszkając lub współżyjąc ze sobą przed ślubem. Wypaczamy obraz Miłości Boga i człowieka oraz prawa naturalne poprzez życie w związkach homoseksualnych. Dopuszczamy się przemocy, morderstw, kradzieży, zdrad, bałwochwalstwa, obmowy, bezczeszczenia miejsc świętych. Nie zdajemy sobie sprawy ze znaczenia i wagi Sakramentów Świętych. Grzech nazywamy dobrem, miłością, a prawdziwą dobroć i Miłość ośmieszamy. We wszystkich tych sytuacjach niezbędne jest nasze nawrócenie, szczery żal za grzechy, odnowienie sakramentalnej więzi z Jezusem, przebaczenie doznanych lub wyrządzonych krzywd.

Nie lękajmy się przemiany własnego życia i tego, że może trzeba będzie zburzyć wszystko, na czym do tej pory budowaliśmy, a zacząć budować na Chrystusie. Nie lękajmy się osamotnienia, bo z Jezusem nie jest to możliwe. Może stracimy to, co dawało nam do tej pory poczucie bezpieczeństwa, ale zyskamy nowe życie w Bogu. Możemy stracić wszystko, byle byśmy tylko nie stracili Jezusa.

Pamiętajmy o ogromie Miłosierdzia i Bożej łaski. One są większe od naszych grzechów i zranień. Ich źródło jest w przebitym boku Chrystusa, z którego nieustannie wytryska krew i woda, aby nas oczyszczać i otwierać nasze serca do umiłowania prawdy i przebaczenia. Niech wzorem do naśladowania będzie dla nas Maryja, która patrząc na mękę i śmierć Swojego umiłowanego Syna, przebaczyła z serca Jego oprawcom. Nie złorzeczyła im i nie przeklinała. Sam Chrystus, wisząc na krzyżu, przebaczył każdemu z nas - niewiedzącemu, co czyni.

I tak, drogi Przyjacielu, powinniśmy przebaczać drugiej osobie i dawać jej szansę. Może ona zdaje sobie sprawę ze swego postępowania i żałuje za swoje czyny, za swoje grzechy... Przebaczajmy! Róbmy to na znak Miłości Bożej. - Iwona Grotek i Damian Frączkowski

Miłość nie pamięta złego

Modlitwa o przebaczenie:
Panie Jezu, przebaczam (wymień imię osoby), ponieważ Ty zawsze przebaczasz wszystkie moje grzechy. Pragnę kochać ją (go) tą samą miłością, jaką Ty mnie i ją (jego) kochasz. Ulecz rany mojego serca i uwolnij mnie od wszystkich negatywnych myśli i uczuć, które spontanicznie rodzą się na myśl o (wymień imię osoby). Proszę Cię, Panie, abym zawsze zło zwyciężał miłością i przebaczeniem, i tak, jak Ty, mógł zawsze kochać i przebaczać. Ponieważ bardziej ode mnie pragniesz mojego dobra i szczęścia, dlatego proszę Cię, abym również i ja tego samego pragnął dla (wymień imię osoby). Panie, niech Twoja miłość przepłynie przez moje serce do niej (do niego), uwolnij ją (go) od wszelkiego zła i doprowadź dopełni szczęścia. Amen.

KOLEJNE ROZWAŻANIE WIELKOPOSTNE NA TEMAT DZIESIĄTEGO PRZYMIOTU MIŁOŚCI UKAŻE SIĘ W PIĄTEK 8 KWIETNIA 2011.

Miłość nie pamięta złego

"Jezus z Miłości do mnie wyciągnął swą dłoń i na niej złożył Swoje przebite i poranione Serce, aby mi Je ofiarować. On już NIGDY nie cofnie tej ręki. Żaden mój grzech i upadek nie zmienią Jego woli. On KOCHA PRAWDZIWIE. Na tej wyciągniętej dłoni, w jej ranach, jest zapisane moje imię."
ZROZUMIEĆ MIŁOŚĆ - 8) Miłość nie unosi się gniewem
Marzena Jakubowska

Autorka tekstu: MARZENA JAKUBOWSKA

HYMN O MIŁOŚCI - PRZYMIOT NR 8
Miłość nie unosi się gniewem

Czytając zdanie „Miłość nie unosi się gniewem”, zwracałam uwagę na gniew i myślałam o tym, że przecież czasami gniew jest słuszny. Gniew został nam dany, by się bronić, by sprzeciwiać sie złemu traktowaniu. A tu zdanie „Miłość nie unosi sie gniewem”. Hmm... W myślach szukałam innych fragmentów z Pisma Świętego, które by tu pasowały, ale oto przed sobą mam Jego, Jezusa Miłosiernego i tę modlitwę: „ O Jezu cichy i pokorny, uczyń serce me według serca Twego”.

Pytanie, jaka jest Miłość, to tak naprawdę pytanie o to, jaki jest Jezus? Miłość nie unosi się gniewem, czyli Jezus nie unosi sie gniewem. Spójrz zatem na obraz Jezusa Miłosiernego.
Miłość nie unosi się gniewem

Jezus całym Sobą mówi: Kocham Cię. Czy ja zatem mówię moim bliskim, rodzicom, rodzeństwu „kocham Cię”?
Jezus mnie błogosławi. Czy ja błogosławię? Czy też zdarza mi się mówić źle o innych, oceniać ich intencje, postępowanie?
Jezus ma otwartą dłoń. Nie ma dłoni zaciśniętej w pięść, a czy ja odczuwając złość, nie idę za gniewem i nie ciskam jakby pięścią, mocnymi słowami w druga osobę?
Jezus pokazuje na swoje zranione i przebite serce, ale robi to bez żalu do mnie, choć to ja otworzyłam to Serce. Jezus wskazuje spokojnie, pokornie i cicho na Serce pełne miłości. A jak jest ze mną? Czy mam świadomość tego, że moi bliscy mają prawo do mojej miłości, że mają prawo oczekiwać miłości z mojej strony?
Jezus ma łagodną twarz, pełną miłości, w której nie ma żadnego nacisku, że mam być taka czy taka. On cieszy się, że jestem, akceptuje mnie całą i przyjmuje. A jak jest w moim domu? Czy ja z łagodnością zwracam się do rodziców, rodzeństwa?
Jezus jest na boso... A czy ja jestem gotowa, jak Jezus, być ubogim i nie mieć niczego, nie mieć swoich planów, swojego poukładanego świata według mojej wizji?

Bo skąd bierze sie gniew? Gniewam się, złość mnie ogarnia, gdy ktoś nie robi tak, jak ja chcę. Gdy ktoś mnie nie rozumie. Ale jak ma mnie rozumieć, jeśli mu o tym nie powiedziałam? A gdyby zdarzyło się tak, że powiedziałam o swojej potrzebie, bólu, pragnieniu, a mimo to, druga osoba zachowuje się nadal w jakiś mnie raniący sposób, to zawsze pozostaje modlitwa. Bo Miłość nie unosi się, nie jest sługą emocji, nie jest posłuszna uczuciu, które jak szybko się pojawiło, tak szybko zniknie. Jezus nie unosi sie gniewem. Jego dłoń zawsze będzie mi i moim bliskim, przyjaciołom, znajomym błogosławić. Jego serce zawsze będzie pałało do każdego człowieka Miłością.

Jezus Miłosierny to Jezus zmartwychwstały, więc Dobry Jezu, spraw, bym i ja zmartwychwstała, bym najpierw obumarła, jak ziarno z moich planów, a dała miejsce Twoim. Spraw proszę, bym nie unosiła się gniewem, by nie gniew, ale Twoja życiodajna Miłość panowała we mnie. Pragnę być Twoim Królestwem. Amen. - Marzena Jakubowska

KOLEJNE ROZWAŻANIE WIELKOPOSTNE NA TEMAT DZIEWIĄTEGO PRZYMIOTU MIŁOŚCI UKAŻE SIĘ WE WTOREK 5 KWIETNIA 2011.

Miłość nie unosi się gniewem
ZROZUMIEĆ MIŁOŚĆ - 7) Miłość nie szuka swego
Andrzej Pankiewicz

Autor tekstu: ANDRZEJ PANKIEWICZ

HYMN O MIŁOŚCI - PRZYMIOT NR 7
Miłość nie szuka swego

Nic dla siebie, jeśli się kocha. Niczego nie pragnąć od prawdziwej Miłości. Jeśli kogoś kochasz, czy to ojciec syna, matka córkę, chłopak dziewczynę, mąż żonę, to nigdy tak naprawdę nie powinieneś tej drugiej osoby zranić. Nawet lekko dotknąć tej miłości byłoby nieładem, bo tak naprawdę powinno się dziękować Ojcu, Panie, Tobie też i Duchowi Świętemu za to, że była Ci dana, że pojawiła się w Twoim życiu, a może już nawet przeszła obok Ciebie. Wyjątkiem jest tylko małżeństwo, bo małżonkowie są już jedną jednością i muszą trwać aż do końca na wieki, bo to jest ta miłość, która nie szuka swego potajemnie w tym związku scalonym. Ona nigdy nie może upaść, bo jest Bożym przymiotem. Miłość nie szuka swego, nigdy. Dlatego stara się dać bezinteresownie z siebie jak najwięcej i to tak, aby nikogo nie urazić w żaden możliwy sposób.

Grzechy popełniane względem miłości to, m.in. pragnienie za wszelką cenę wszystkiego dla siebie, wyzysk i wykorzystanie drugiego człowieka, zaspokojenie swoich potrzeb, pragnień. Taki człowiek potrafi w kółko żądać, potrzebować czegoś od innych, a sam nic z siebie nie daje, może czasami jedynie sam grzech. Pytam: a gdzie w tym wszystkim drugi człowiek? To tak jakbyś sam jeden istniał. Nie miałbyś się nawet do kogo uśmiechnąć. Sam w sobie i z sobą byłbyś nikim. Nie miałbyś najmniejszego sensu, aby istnieć, ale na szczęście tak nie jest.

Bóg uczy nas od zawsze, że miłość mimo wszystko nigdy nas nie opuści. To my sami decydujemy, jak wiele będzie jej w naszym życiu. Nie szukajcie w miłości swego, a miłujcie nawet swoich nieprzyjaciół. Jeśli bliźniego swego naprawdę kochacie i nieprzyjacielem Waszym on nie jest, możecie zyskać życie wieczne, życie bezcenne z radością w sercu swym, które dotknie Miłość nigdy nie szukająca swego. - Andrzej Pankiewicz

KOLEJNE ROZWAŻANIE WIELKOPOSTNE NA TEMAT ÓSMEGO PRZYMIOTU MIŁOŚCI UKAŻE SIĘ W SOBOTĘ 2 KWIETNIA 2011.

Miłość nie szuka swego
ZROZUMIEĆ MIŁOŚĆ - 6) Miłość nie dopuszcza się bezwstydu
Magda i Adam Dziubeccy

Autorzy tekstu: MAGDA I ADAM DZIUBECCY

HYMN O MIŁOŚCI - PRZYMIOT NR 6
Miłość nie dopuszcza się bezwstydu

O miłości można by wiele pisać. Chyba każdy z nas zetknął się z nią w mniejszym lub większym stopniu. Czym jest natomiast owy bezwstyd? Samo słowo bezwstyd oznacza po prostu brak wstydu.

W życiu spotykamy się z różnymi sposobami bycia i postępowania wielu osób, w tym nas samych. Obserwując te różne zachowania, nie sposób nie natknąć się na takie, które wywołują u nas bulwersację, zmieszanie, wstręt, obrzydzenie, itp. Często obserwując te zachowania, aż cisną się na język słowa, które chciałoby się wykrzyczeć: „Człowieku! Zachowuj się! Wstydu nie masz?”. Sami pewnie doświadczyliśmy w swoim życiu takiego zachowania, którego później bardzo się wstydziliśmy i baliśmy się spojrzeć w oczy innym.

A co, jeśli chodzi o miłość, która nie dopuszcza się bezwstydu? Współczesny świat sugeruje nam wypaczony obraz miłości, w którym dominują treści erotyczne, nagość, aprobata postawy człowieka wyzwolonego od reguł przyzwoitości wedle ostatnio bardzo modnej zasady „róbta, co chceta”. Świat nazywa to miłością, lecz czy naprawdę jest to miłość i czy o taką „miłość” nam chodzi? To, do czego namawia nas dzisiejszy wzorzec życia, to nic innego jak przełamywanie wstydu wbrew zasadzie, że miłość nie dopuszcza się bezwstydu.

I jak wygląda to owo „wzorcowe życie”? Otóż, mamy coraz więcej przypadków, że dzieci rodzą dzieci, przez co jedne i drugie mają później zrujnowane nie tylko dzieciństwo, ale często i całe dalsze życie. To jedna z przyczyn tego, że jest coraz więcej porzucanych i niechcianych dzieci w naszym społeczeństwie. Albo gwiazdorzy reality show i im podobni, którzy przekroczyli granice intymności seksualnej na oczach tysięcy ludzi, niszczą swoje zdrowie psychiczne i muszą później udawać się do psychoterapeutów.

Czy o takie życie nam chodzi? Czy do tego zostaliśmy powołani? A przecież można żyć inaczej, obrać inny kierunek drogi. Może nie tej, którą przedstawia nam dzisiejszy wzorzec, ale tą właściwą, tą którą wyznaczył sam Jezus Chrystus, czyli drogą miłości, która nie dopuszcza się bezwstydu. Rzeczą wskazaną jest odczuwać wstyd. To on pomaga nam wyznaczać sobie pewne granice wokół tego, co jest naszą największą tajemnicą, co jest naszym skarbem, czegoś, co jest najbardziej nasze. Przecież nie każdy sekret, nie każdą rzecz ulubioną, która jest nasza, objawiamy wszystkim. Każdy z nas ma swoją prywatną sferę, tzw. „sferę intymności”, którą mogą poznać tylko osoby, które są tego godne. Wstyd umożliwia przeżycie sacrum w miłości i to w fizycznym jej wymiarze. Wyzbywając się wstydu, wiele sobie odbieramy, np. godność, szacunek wobec własnego ciała.

Tutaj, aż nie sposób nie powiedzieć o czystości przedmałżeńskiej. Jako mężatka (dodam bardzo szczęśliwa ;)) mogę śmiało przyznać, że warto było czekać, aby swoją czystość dzielić ze swoim mężem. Nie było to jednak łatwe, wręcz przeciwnie, ale warte było czekania. Oczekiwanie jest w pewien sposób miarą miłości, przemnożeniem ilości cierpliwości przez ilość cierpienia. Poprzez oczekiwanie nabieramy do siebie szacunku. Ze względu na godność osoby ludzkiej szanujemy człowieka i jego seksualność. Pamiętajmy, że nasze ciało jest Świątynią Ducha Świętego. Należy mu się bezwzględne poszanowanie prawa do intymności oraz do czystości. Popęd seksualny, choć jest potężną siłą, nie jest u nas ludzi zautomatyzowany, jak u zwierząt. Bóg dał człowiekowi rozum, by wiedzieć, że to on powinien sterować popędem, a nie popęd nim. Ludzie to istoty, które potrafią się same krzywdzić. By tak nie było, Bóg dał nam moralność. Przejawem moralności, a przede wszystkim naszą barierą ochronną jest wstyd. Także wstyd przed grzechem ratuje przed krzywdą. Jeżeli chcemy otworzyć serce, ciało i życie, róbmy to w ramach małżeństwa, a nie poza nim - Magda i Adam Dziubeccy

KOLEJNE ROZWAŻANIE WIELKOPOSTNE NA TEMAT SIÓDMEGO PRZYMIOTU MIŁOŚCI UKAŻE SIĘ W ŚRODĘ 30 MARCA 2011.

Miłość nie dopuszcza się bezwstydu
Jan Paweł II - 6. rocznica narodzin dla nieba
Jan Paweł II - 6. rocznica narodzin dla nieba
Strona 4 z 26 < 1 2 3 4 5 6 7 > >>
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Nowy dzień

Facebook
Radio Niepokalanów
Radio Niepokalanów

Statystyki
stat4u
Powered by PHP-Fusion © 2003-2006 Brasil-Fusion Theme by: IceWasp 711,821 Unikalnych wizyt

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | okazjanazakupy.pl